¡Vive Latinoamérica!

W weekend w centrum handlowym La Farga w Hospitalet de Llobregat odbyła się V Feria Latinoamericana. Kupiliśmy bilety (5 euro) na niedzielę i wybraliśmy się na imprezę po obiedzie. Targi, jak to targi – dużo ludzi, tłok, duchota, hałas, muzyka, reklama, promocja, ulotki, coś do zjedzenia, coś do picia. Wytrzymaliśmy trzy godziny:) Jak na mnie to dużo:) Średnio już po 30 minutach przebywania w hali targowej wychodzę, bo dłużej nie wytrzymuje moja głowa.
Już zaraz po wejściu zagadał do nas pewien facet, jak się okazało Peruwiańczyk. I zagadał po polsku: „10 lat mieszkałem we Wrocławiu” – tak zaczął. Ciekawe, skąd wiedział, że ja z Polski? Przypadek?:) A może po prostu jesteśmy dobrym celem reklamowym:) Ona jasna, na pewno nie stąd, jakiś słowiański kraj, on ciemniejszy, też nie stąd. Może języków będą chcieli się uczyć:) Okazało się, że facet jest doradcą telekomunikacyjnym (komórki, internet itp.), a przy okazji pisze książki o tym, jak w sześć dni nauczyć się języka:))))) To jego autorska metoda. Sam w ten sposób podobno nauczył się polskiego;) Wizytówkę, w razie czego, mamy!! Ale co tam fantazje językowe! Zdobył moje serce tym, że znał Katowice!!
Niedługo potem wdaliśmy się w dyskusję z sympatycznym, starszym Kolumbijczykiem ze pewnego stowarzyszenia. Po kilku minutach starszy Kolumbijczyk już przedstawiał nas swoim młodszym kolegom, a już po chwili chcieli robić z nami wywiad, bo to takie ciekawe, że z różnych krajów jesteśmy, że z różnych kultur się wywodzimy:) Zgodziliśmy się, czemu nie! Okazało się, że to rozmowa przed kamerą. Szybka piłka, parę pytań, ludzie wokół już pstrykają nam foty:))) Ciekawe i zabawne. Czekamy na materiał na stronie internetowej:)

„Latino, la voz de nuestra comunidad”, czyli „głos naszej wspólnoty”. Ukazująca się w Hiszpanii bezpłatna gazeta z wiadomościami z Ameryki Południowej i Środkowej, skierowana do wszystkich wspólnot latynoskich w Hiszpanii.

„Jesucristo es la unica esperanza” (Jezus jest jedyną nadzieją). Taki tort poleca Ekwador.
Najlepiej strzeżone i najbardziej oblężone stoisko FC Barcelony. Kolejka do zdjęcia z oryginalnymi pucharami Barcy była bardzo długa.
Latynoskie targi, latynoskie kształty;))))
Bezpłatne lekcje katalońskiego i oczywiście reklama szkoły językowej.
Świeże soki za 1, 50 euro. Jedyna rzecz, na którą „się zrujnowaliśmy” na targach:) Wybrałam sok ze znanej nam już guayaby (ten różowy). Pyszny!! Chcieliśmy kupić coś do zjedzenia, ale przykryte workami specjały jakoś nie budziły w nas zaufania…
Na scenie tancerze z Boliwii i muzyka andyjska. Tańczą do mojej ulubionej piosenki Los Kjarkas „Saya Sensual”:))))

Andy, a w tle reklama telefonii komórkowej Vodafone;)))
Witamy w Peru:)
Arepa de choclo, czyli mały chleb z mąki kukurydzianej (rodzaj tortilli) z różnorakim nadzieniem. Tradycyjne danie w Kolumbii.  W Ameryce Południowej kukurydza to „choclo”, w Hiszpanii „maíz”.
Stowarzyszenie Przyjaciół Kolumbii. Jak dla mnie to twarz rodem z Kuby, ale ja się nie znam na twarzach latino tak dobrze jak na przykład Edu. Często, gdy idziemy ulicą albo jedziemy metrem, pytam go, skąd jest dana osoba. A on: to Boliwia, to Peru, to Dominikana, to Argentyna, to Ekwador itd….To tzw. pierwsze rozpoznanie:) Jeśli ktoś się odezwie, to już nie ma żadnych wątpliwości. A rozpoznanie, kto skąd pochodzi, naprawdę nie jest łatwe. Np. jedne z kolegów Edu z Ekwadoru ma skórę zupełnie ciemną, a drugi białą, on sam jest po środku:) Przy czym niektórzy myślą, że jest z Filipin. A trzeba jeszcze dodać, że inaczej wygląd Ekwadorczyk z Guayaquil, a inaczej z Andów:) Ale mi się długi podpis zrobił, zupełnie niespodziewanie:) W gazecie takie historie by nie przeszły;)
Ten pan przeżył, jedynie papieros poległ:)
Argentyna, czyli nie tylko tango, ale też malambo – tradycyjny taniec prosto z Pampy:)
Boliwia.
Swoje stanowisko (oblężone przez kobiety:) mieli też hiszpańscy żołnierze: El Ejército de Tierra Español, czyli lądowe siły zbrojne Hiszpanii (Fuerzas Armadas Españolas).
Radio La Bomba:)
Cochabamba (czyt: koczabamba), czyli kontynuacja cyklu „moje ulubione słowo w j. hiszpańskim”:), choć akurat nazwa miasta w Boliwii pochodzi z j. keczua.
Trzy nazwy typowych, południowoamerykańskich dań. Na zdjęciu mamy hallacas de gallina, czyli ciasto kukurydziane z zupą z kury, nadziewane mięsem wołowym lub wieprzowym i zawinięte w liście bananowca. Tamales de cerdo to mięso wieprzowe zawinięte w liście kukurydzy. Bollos de pescado to mówiąc najprościej ryba z warzywami w liściach bananowca (czyli wszystko w pewnym sensie przypomina znane nam gołąbki;)
Ten komik to żywa reklama kancelarii adwokackiej, zajmującej się sprawami cudzoziemców. Ucięliśmy sobie ciekawą pogawędkę mimiczną:) On spojrzał znacząco na mnie. Ja spojrzałam znacząco na Edu. Ale on nie dawał za wygraną i pokazał trzy palce:) Skończyło się na obietnicy telefonu, co widać na załączonym obrazku:) Nasza pogawędka miała oczywiście żartobliwy charakter:)))
Przy FC Barcelonie znowu tłok, bo oto pojawili się tu….
przekomiczny Puyol….
…i trochę zmęczony Messi, który od czasu do czasu musiał wziąć głębszy oddech:))
A propos FC Barcelony, to od kiedy Europę obiegła wiadomość o wulkanicznym byle w przestworzach, cała Hiszpania zaczęła się zastanawiać, jak też piłkarze Barcy dotrą do Włoch na środowy mecz w Mediolanie! Autobusem pojadą???!!! No i proszę, pojechali busem, a nawet już dojechali szczęśliwie. A  w ślad za nimi wyruszyło 14 autobusów z 600 kibicami:) Jeszcze jedna ważna wiadomość dnia. Oto dziś, po kilkutygodniowej przerwie, odpaliliśmy telewizor. Nowego pilota, który miał przyjść pocztą, się nie doczekaliśmy. Ale Tomás, kolega Edu, dał nam (po prostu dał!) nowy dekoder!! Tomás pracuje hobbystycznie, ma domek w górach i dwa mieszkania. Jego żona jest dentystką. A zajmować się w Hiszpanii uzębieniem to jest dopiero biznes! Bo tutaj do dentysty, jako do jedynego specjalisty, chodzi się tylko prywatnie. Za darmo można sobie zrobić co najwyżej przegląd.

2 odpowiedzi do “¡Vive Latinoamérica!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *