O oknach, praniu i pięknej prozie życia

Już około godziny czwartej rano zaczyna się ptasi koncert. Gdy o 6.30 robi się jasno, a koncert jest coraz głośniejszy, gdy przez otwarte na oścież okno (bez firan!) widać coraz intensywniejszy błękit nieba i pierwsze promienie słońca coraz mocniej oświetlają brązową ścianę domu po drugiej stronie wąskiej ulicy, nie chce się już spać. Można leżeć w łóżku, cieszyć się świeżym powietrzem, obserwować, jak przesuwa się słońca cień i słuchać ptasiego radia. Takiego koncertu natury nie słyszałam jeszcze nigdy w życiu! A ptaki śpiewają za naszymi oknami cały dzień (no, z małą przerwą na popołudniową sjestę:). Ćwierkanie, stukanie, pohukiwanie…można by tu nagrać płytę z ptasim, porannym, wiosennym śpiewem. A jak dobrze byłoby jeszcze umieć odróżnić i nazwać te wszystkie ptasie głosy!
Ptasi koncert trwa. Stopniowo dołączają do niego odgłosy odsuwanych rolet w oknach, pierwsze skrzypnięcia drzwi na ulicy, pierwsze, zawsze głośne poranne pozdrowienia.
Zaczyna też żyć nasz dom. José, sąsiad z góry (rodem z Galicji) spuszcza wodę w ubikacji. Dziś nie ma wiatru, bo nie słychać, żeby ruszało się okno wentylacyjne w łazience. Sąsiadka z dołu, señora Josefina („mówcie mi Fina”) ma kaszel. José odsuwa kotarę i wchodzi pod prysznic. Czas wstać! Zobaczymy, co tam u sąsiadów z ulicy słychać. A tu niespodzianka! U  małżeństwa z dwójką małych dzieci (pamiętacie tego chłopczyka w koszulce FC Barcelony?:) na balkonie nie wisi dziś pranie! A w tym mieszkaniu naprzeciwko sypialni jednak ktoś mieszka! Rolety przez całe miesiące były szczelnie zasunięte. W końcu kilka dni temu zaczęły się lekko podnosić. Ale w oknie nikogo nie widać.

Nad oknami ptasie gniazda i wysięgniki do wciągania mebli. W wielu budynkach klatki schodowe są tak wąskie, że jedyny sposób na transportowanie mebli to droga powietrzna.

Okna. W większości są przesuwane, typowo tarasowe. Mają wbudowane już w elewację budynku zewnętrzne rolety, które mają chronić przed słońcem albo zewnętrzne, drewniane okiennice. Tarasowe okna świetnie sprawdzają się w lecie, ale zimą albo się marznie, albo zasuwa rolety i siedzi w ciemności, i wtedy marznie się trochę mniej.

Niektórzy rezygnują z firan w oknach (jaka to oszczędność!). Wiele kuchni, także tych w dużych mieszkaniach zamożnych Katalończyków, nie ma okna na ulicę, ale na patio, czyli na wewnętrzny dziedziniec budynku. Patio to miejsce na rośliny, meble ogrodowe i rozmaite graty. Ale różne rzeczy można tu znaleźć, np. pranie, które spadło przed laty ze sznurów. Kto chce zobaczyć piękne patia, powinien się wybrać do Andaluzji:) Choć sama nie będę ustawać w poszukiwaniach czegoś atrakcyjnego dla oka w Katalonii:)

Charakterystyczne parapety z kwiatami na zewnątrz.

Suszenie prania, niezwykle fascynujący temat. Mamy kilka sposobów suszenia prania.

A na dole siatka. A nuż coś spadnie:)

Na balkonach typowe dla śródziemnomorskich krajów markizy.

Słowem: każdy sobie radzi, jak może:) Jakie to piękne obrazki! Oczywiście nie zobaczycie ich w centrum eleganckiej Barcelony. Dlatego zapraszam na przedmieścia!!
Z suszeniem prania w słonecznej Katalonii jest problem. Tzn. jest problem dla kogoś, kto całe życie miał pod nosem tzw. suszarnię, trzy duże balkony, pokoje, w których można było suszarkę o każdej porze roku rozłożyć, a dodatkowo kaloryfery!! Pierz i susz, gdzie ci się tylko podoba! Trzeba zaznaczyć, że wiele hiszpańskich mieszkań nie ma centralnego ogrzewania i nie ma kaloryferów, więc zimą trzeba się dogrzewać grzejnikiem elektrycznym.
Można pranie suszyć na tarasach na dachach budynków. Ale nie każdy budynek ma taras. Ci, którzy mają większe balkony, mogą sobie tam rozłożyć suszarkę. Większość balkonów jest jednak „symbolicznych”, wiesza się więc sznury na zewnątrz. A jak nie ma balkonu, zostaje okno. Trzeba sobie za oknem konstrukcję ze sznurami do ściany przymocować. Widziałam raz, jak na takich sznurach za oknem, nad ulicą, wisiały dosłownie jedne, jedyne samotne koronkowe, czarne stringi. I powiewały na wietrze. Widok bezcenny! Szkoda, że nie miałam aparatu:)  A co jeśli pada deszcz i pranie moknie? Jest na to oczywiście sposób! Za grosze kupuje się w sklepie profesjonalne, przeznaczone specjalnie do ochrony prania ceratki – salva lluvias🙂
Wiele ludzi ma w domach elektryczne suszarki. My nie mamy ani tarasu, ani balkonu, ani sznurów na zewnątrz zamontować nie możemy, bo to centrum Hospitalet i nie wypada. Mamy za to suszarkę kupioną oczywiście u Chińczyków! Jak się na takiej suszarce rozwiesi pranie już teraz wiosną, otworzy się okno i wystawi do słońca, to dwie godziny i prawie wszystko jest suche. Gorzej jest zimą…schnie trzy dni i dalej wilgotne:/
Na koniec zaglądamy na przeciętne patio.
A zaglądamy przez znane nam już plastikowe, przesuwane okna z korytarza nazywanego tutaj galería albo z takiego oto okna w kuchni, które na owy korytarz ma widok:
Taki połączony z kuchnią korytarz jest bardzo dobrym wynalazkiem. Można tu trzymać środki czystości, mopa, postawić pralkę, jest tu zwykle głęboka umywalka, do której bez problemu można wstawić wiadro albo w której można prać. Często budynki mają wewnętrzny, mikroskopijny dziedziniec. Również pożyteczne rozwiązanie.
Tutaj dziedziniec połączony jest z tarasem należącym już do sąsiedniego budynku.
Ciąg dalszy o drzwiach, kuchniach, pokojach, domofonach itp. nastąpi:)

2 odpowiedzi do “O oknach, praniu i pięknej prozie życia”

  1. Lubie sobie poczytac o takich autentycznych klimatach…swoja droga z czyms mi sie kojarza:)Nie jestem tylko pewna czy tu na poludniu ptaki zaczynaja koncertowac o 4h..zwykle budza mnie mniej romantyczne halasy z budowy na przeciw mojego bloku przed 7h:)

  2. 🙂 samo życie, też lubię takie historie:)jak piszesz o hałasie, właśnie mi się przypomniało, gdy mieszkaliśmy "przejściowo" miesiąc w starym mieszkaniu na parterze, ale takim parterze równym z ulicą, też codziennie, punkt o 8. chyba zaczynały się roboty drogowe. remontowali całą ulicę z chodnikiem. w tym mieszkaniu było tylko jedno, małe okno i to z taką szybą we wzorki, że nic nie widać. jesteś w słonecznej Hiszpanii i jak nie wyjdziesz z domu, to nie widzisz słońca! do tego w oknie oczywiście kraty. słychać było w domu dokładnie wszystkie rozmowy na ulicy (nie wspomnę o tym ciężkim sprzęcie), a gdy okno było otwarte, przechodnie mogli ci zaglądać do pokoju. przepraszam, w mieszkaniu były dwa okna! drugie w kuchni, jak się je otworzyło, to był widok na ścianę sąsiedniego budynku…po nas bardzo szybko znaleźli się chętni na wynajęcie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *