Gracia płonie, Gracia czaruje, Gracia się bawi!

 

Jedna fiesta się kończy, a druga rozpoczyna, bo akurat w niedzielę 22 sierpnia zabawę zaczęła dzielnica Sants. Fiesta de Gracia jest jednak unikalna i szczególna. Nigdzie w Barcelonie nie zobaczycie tak udekorowanych ulic, jak podczas sierpniowego festiwalu w Gracia. My wybraliśmy się na fiestę w jej końcowym, kulminacyjnym i chyba najlepszym momencie, w ostatni wieczór wielkiego święta.

Skrzyżowanie Alei Diagonal i Paseo de Gracia. Tutaj się umawiamy, tutaj warto się zatrzymać, tutaj zaczyna się inny świat, tutaj zaczyna się fiesta, festiwal …odpadów. Przyda się wszystko. Butelki, kubki, talerze, worki, sznurki, kapsle, niepotrzebny telewizor, stary komputer. Plastik, metal, szkło, papier. Skąd wzięli tyle kół rowerowych? Zamek z tektury cały oblepiony piaskiem! Mrówcza robota! Juan Antonio Samaranch w trumnie? A więc jest i czarny humor. Na wąskich ulicach rozwiesili dekoracje, zbudowali instalacje, zrobili figury, postawili sceny, przytaszczyli głośniki, ustawili stoły i krzesła.

Jesteśmy na balu. Balu ulicznym. Przebrane domy. Przebrani gospodarze. Goście wciąż napływają. Drzwi się nie zamykają. Dla wszystkich starczy miejsca. Ożyły śmieci, zagrały gitary, polało się wino, kalejdoskop barw, dźwięków, plątanina ścieżek. Nad głowami świecące butelki, w głowach gorący rum…Chcecie  w większych kubkach? Hahaha, nie radziłbym! Ogień płonie, a w rondlu wiruje alkohol, w powietrzu unosi się zapach cynamonu i cytryny. W labiryncie  pociemniało…i zobaczyliśmy latające talerze…i coś  jakby statek kosmiczny…potem, jak zwykle, na wielkim placu był wielki wybuch…i wielkie wieże były…a potem wracaliśmy ulicą zbyt ciasną, zbyt głośną, zbyt duszną…a noc w Gracia dopiero się zaczynała…

Samaranch urodził się w Barcelonie, w tym roku tutaj też zmarł i został pochowany.


 

A teraz przypisy do tej nieziemskiej historii i kilka ziemskich zdjęć;) Gdy przekraczamy Aleję Diagonal na wysokości Alei Paseo de Gracia, to faktycznie czujemy, jakbyśmy przekroczyli bramy innego świata. Tutaj zaczyna się  Gracia, odrębne miasteczko aż do końca XIX wieku, dziś dzielnica oryginalna, spokojna za dnia, ożywająca nocą, niezależna i podkreślająca swoją odrębność. Mówią tu „jestem z  Gràcia” (z akcentem po katalońsku), nie z Barcelony. Dzielnica tradycji, swojska i kameralna z imponującymi secesyjnymi kamienicami. To na jej ulicach, jak pamiętacie, narodziła się rumba catalana. Wrócimy tam na pewno jej śladem.

Widok na Paseo de Gracia z Avenida Diagonal. W tył zwrot i …

…z szerokich i głośnych alei centrum przenosimy się na wąskie, nie mniej piękne ulice Gracia.

Katalońskie flagi…

…niektóre niepodległościowe ( z gwiazdą). Ta pani obserwowała, co dzieje się na Placa de la Vila de Grácia (do niedawna i w wielu jeszcze przewodnikach Plac Rius i Taulet).

To tutaj znajduje się budynek władz dzielnicy z błękitną fasadą. Balkon to charakterystyczny znak prawie każdego katalońskiego ratusza. Pod nim ma finał każda fiesta. Na placu wznosi się ponad 30-metrowa wieża zegarowa, widoczna na zdjęciu z castellersami.

Instalacja na Placa de la Vila de Grácia, z pozdrowieniami dla wszystkich znanych mi informatyków:)

Fiesta kosmiczna? Tyle zachodu! Tyle roboty! Po co to komu? Może jednak nie. Jeśli szukacie racjonalnego wytłumaczenia – chyba jest jedno – przecież to świetna promocja recyklingu!

Niech żyje Gracia!






 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

2 odpowiedzi do “Gracia płonie, Gracia czaruje, Gracia się bawi!”

  1. Aleja Diagonal…
    Jeżeli w ciagu najbliższego pół roku nie pojadę znowu do mojej ukochanej Barcelony, pęknie mi serce…

  2. a ja bym do moich Katowic pojechała…tak to już widać jest, zawsze tęsknisz do miejsca, gdzie cię nie ma…do miejsca, do ludzi…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *