La Mercé i strajk na początek jesieni

Niespodziewanie, szybko, a jednak! przyszła jesień. Wiele osób właśnie teraz, po sezonie wybiera się na urlop do Hiszpanii. Pytacie w e-mailach o pogodę w Barcelonie na przełomie września i października. To będzie moja pierwsza katalońska jesień, więc bazuję na tym, co widzę teraz za oknem, co odczuwam na własnej skórze, co zapowiadają najbliższe prognozy i co opowiada mi Edu.

W kranie z zimną wodą nie leci już woda ciepła ani nawet letnia; jeszcze nie lodowata, ale już chłodna. Włosy nie schną 10 minut. W nocy trzeba się już przykrywać kołdrą, wszystkich okien i drzwi nie otwiera się już na oścież, nawet sąsiad z naprzeciwka zaczął przymykać balkon i zasłonił firanki, których od pół roku nie dotykał. Rano maluję rzęsy o 7.30, „przyklejona” do szyby, żeby choć trochę dziennego światła złapać, a wieczorem wspominam te letnie dni, kiedy po 21. spacerowało się po mieście, a słońce dopiero co zaszło. Teraz o godzinie 8. już jest ciemno.  Zdarzają się już chłodniejsze noce z temperaturą około 12 stopni, a po takiej nocy przychodzi chłodny poranek, czasem z zimny wiatrem. Wtedy lepiej nie wychodzić w sandałach i z krótkim rękawem. W ogóle, o ile z sandałów można jeszcze nie wkładać do szafy, zawsze lepiej mieć ze sobą kurtkę czy sweter. Na szczęście po kilku dniach chłodniejszych budzisz się rano i jest znowu ciepło! Nie trzęsiesz się z zimna i nie zamykasz pospiesznie okien. Nie marudź, jeśli rano nie przywita cię słońce. Teraz prawie codziennie jest tak, że słonecznie robi się dopiero około godziny 9.-10.

Pamiętam, że w listopadzie zeszłego roku, gdy w Katowicach już wszyscy chodzili w płaszczach, Edu wysyłał mi zdjęcia z rowerowej wyprawy, na którą wybrał się w koszulce z krótkim rękawem. Zobaczymy…Dziś pierwszy dzień kalendarzowej jesieni. Trochę słońca, trochę chmur – jest przyjemnie, to znaczy nie ma już upałów, a jeszcze można się cieszyć ciepłem. W przyszły tygodniu ma być od 20 do 25 stopni, a w domu mamy 26 stopni, bo po wizycie rodziców wzbogaciliśmy się o termometr, którego – jak już wiecie – w hiszpańskim domach nie uświadczysz:) Jutro La Mercé, wielkie święto w Barcelonie, i ma popadać. Nie sprawdziły się moje przewidywania co do deszczu. Pamiętacie? Pisałam w sierpniu, że kolejnego spodziewam się w listopadzie, a tutaj już kilka razy porządnie zlało miasto. Na szczęście, jak zwykle intensywnie, ale krótko. Ale za to jestem (prawie!) pewna, że nie czeka nas tu szara jesień.

Na fiestę tym razem się nie wybieramy. Cieszymy się, że w końcu mamy trzy, prawie wolne dni, żeby siąść do książek. Ależ niehiszpańskie podejście do sprawy! Imprezy zaczynają się już dziś. Przez cztery dni koncerty, tańce, parady, ognie, giganty, żywe wieże i msze, bo La Mercé to święto ku czci Matki Bożej Miłosierdzia (Nostra Senyora de la Mercé). Jeśli będziecie w Barcelonie właśnie podczas tego dorocznego wielkiego świętowania i jeszcze nigdy nie widzieliśmy żadnej katalońskiej fiesty, to z liczącego w tym roku 70 punktów programu, na pewno musicie wybrać trzy (władze Barcelony wydają bezpłatną gazetę z dokładnym programem).

Pierwszy to correfoc, czyli wielka parada ziejących ogniem smoków i innych stworów (25. 09, początek o godz. 20., Via Laietana i Pl. D’Antoni Maura). Correfoc znaczy biegnący ogień. Warto na taki pokaz założyć czapkę i stare ciuchy, bo może być niebezpiecznie:) Drugi punkt, znowu ognisty, to Międzynarodowy Festiwal Pirotechniczny na plaży Barceloneta (23, 24, 25. 09, początek 22.). Trzeci punkt to wielka fiesta castellers w samo południe 26 września na Pl. de Sant Jaume.

W przyszłym tygodniu szykuje się nam kolejne wielkie wydarzenie, tym razem na większą skalę. W środę 29 września strajk generalny w całej Hiszpanii. Zajęć na uniwersytecie nie będzie. Prawdopodobnie, bo tak naprawdę nikt nie wie, czy dojedzie w tym dniu do pracy.

Zaczęłam od przywitania jesieni. Na pożegnanie lata- lato w obiektywie, a dokładnie palmy. Właściwie więc mój blogowy cykl „Kilka miesięcy z życia roślin”:) A przy okazji po prostu ładne śródziemnomorskie obrazki na jesienne szarugi…

Narodziny

Dojrzewanie;)

W Hiszpanii rosną daktylowce, potocznie nazywane palmą daktylową…

…i waszyngtonie nitkowate, które mają przypominające wachlarz liście.

Na Wyspach Kanaryjskich rosną też draceny. A to zdjęcie nie z Kanarów, tylko z pewnego pobliskiego ogrodu, w którym ktoś pielęgnuje też meksykańskie kaktusy.

Niektóre „palmy” mają krótkie, masywne kłodziny (1 zdj.), inne to smukłe olbrzymy, sięgające 30 metrów.

Niektóre same nie dałyby rady „ustać”:)


4 odpowiedzi do “La Mercé i strajk na początek jesieni”

  1. To również moja pierwsza jesień ale absolutnie nie narzekam 🙂 Nie przypominam sobie abym pod koniec wrześnie mógł w Krakowie siedzieć sobie o 22 na tarasie w samych bokserkach i popijać szklaneczkę zimnego rumu 🙂 A co do jutra, mam nadzieję, że jednak nie popada, bo wieczorem na Barcelonecie organizujemy mała, polonijną imprezkę.

  2. Wracam do Polski 29go z Girony. Czy w związku z owym strajkiem powinnam się obawiać, że z Barcelony nie uda mi się tam dostać i będę miała przymusowo dłuższe wakacje?:D
    No w sumie ma to swoje dobre strony..

  3. @Krzysiek, udanej zabawy wam życzę!! na tarasie powiadasz, fajnie jest mieć lokum z tarasem:)) a w jakiej dzielnicy mieszkasz? @Agnieszka, ja na twoim miejscu zapytałabym się na Sants Estacio, jeśli będziesz jechać pociągiem albo na dworcu autobusowym Nord (koło Arc de Triomf), jak będzie wyglądać sytuacja z transportem, ale myślę, że coś zastępczego musi kursować, bo przecież ludzie mają pilne sprawy, ty masz np. bilet na samolot:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *