Mam sałatę w ofercie, kochanie

To moja złota, hiszpańska jesień. Prezentowały się tak  dorodnie, że nie mogłam się oprzeć i chwyciłam za aparat. W soczystych kolorach. O łagodnym smaku. I cały worek tylko za 1 euro! Oferta w sklepie z warzywami, w którym zawsze robimy zakupy. Choć ostatnio odkryliliśmy, że w naszej dzielnicy jest też sieć warzywniaków León, w których ceny są prawdopodobnie najniższe w okolicach Barcelony, a przy kasie zawsze wita cię głośne ¡Hola, guapa! albo ¿Quieres lechuga en oferta cariño? („Witaj piękna. Chcesz sałatę w ofercie, kochanie?”). Takie formy grzecznościowe w sklepach nikogo nie powinny dziwić, choć trzeba zaznaczyć, że w supermarketach obsługa jest bardziej powściągliwa. Warzywniak to inny świat! A w godzinach szczytu! Coś pięknego! Głośno i rodzinnie jest też w piekarniach i działach mięsnych w marketach. Stoi człowiek, chciałam napisać w kolejce, ale w większości hiszpańskich sklepów nie zwykło się formować kolejek. Stoi się…hmmm, powiedzmy w rozproszeniu. Tutaj ważne zdanie: ¿quién es último?, czyli „kto jest ostatni”? Każdy, kto przychodzi z zamiarem zakupu, zadaje to pytanie. Trzeba więc się zgłosić. Dzięki tej wiadomości, mimo braku kolejki, wszyscy wiedzą, na kogo kolej. Drugie ważne zdanie ¿Quién va? pada zawsze z ust sprzedawcy. Dokładnie „kto idzie”?, czyli „kto następny?”. To pytanie zawsze wywołuje poruszenie po drugiej strony lady, bo niby wiadomo, kto ostatni, ale zawsze to okazja do rozpoczęcia kolejnej serii głośnych komentarzy. „Teraz ta blondyna. Ja byłam za nią. Człowieku, jeśli nie ty, to ja idę!” – może paść i takie zdanie, ale nie ma w nim cienia zdenerwowania ani złości. Tak naprawę nikomu się nie spieszy. Nikt się nie przepycha, nikt się nie wykłóca. Tak się po prostu z uśmiechem mówi, a Hiszpanie muszą mówić w każdej sytuacji.

Stoi więc człowiek w rozproszeniu, spogląda na świńskie kopyta, chorizo, mortadele, udka z kurczaka, kozie sery i myśli:  jak cudownie! Ile życia! Ile energi!! Z głośnika płyną gorące rytmy, sprzedawca filetuje indycze piersi na życzenie klientki, głośno komentując wczorajszy mecz. Ktoś się wtrąci, ktoś coś dopowie, wszyscy się śmieją, spoglądają na ciebie – pora się włączyć do rozmowy! A jeśli nie, to przynajmniej wykazać zainteresowanie tym, co się dzieje.

Kiedy już przyjdzie nasza kolej, to dokładnie wyłuszczamy sprzedawcy, co chcemy, ile chcemy, jak chcemy. Kupujący Hiszpan się nie wstydzi (taaak, Hiszpan w ogóle się wstydzi!). Kupujący Hiszpan pyta, prosi, wymaga, wybiera, przebiera, cały czas oczywiście traktując sprzedawcę jako swojego przyjaciela i kompana do rozmowy. Jeśli już w mięsnym jesteśmy, to warto wspomnieć, że rzeźnicy pytają klientów, jak życzą sobie, aby im pokroić mięso. Czy filetować, co wyciąć, co przekroić. Pytają, czy na patelnię, czy do piekarnika. Można więc już na wstępie zaznaczyć: kilo wołowiny, będzie duszona ze śliwkami, w sosie imbirowym. Mówisz i masz! Kilka fachowych cięć fachowym sprzętem i już nie musisz w domu męczyć się z krojeniem. Podobnie jest ze świeżymi rybami w mercado, czyli na targu. Na twoich oczach lecą głowy, grzbiety, a potem nieco przybrudzoną ręką rubaszny sprzedawca wydaje ci resztę:)

W hiszpańskich supermarketach nie bądź zaskoczony, jeśli ktoś przepuści cię w kolejce do kasy (tutaj już kolejki obowiązują:), bo masz w ręce tylko mleko i wodę mineralną. Taki miły zwyczaj, z którego warto korzystać, jeśli przed tobą trzy wyładowane po brzegi koszyki. Nikt się nie oburzy, jeśli będziesz chciał przejść z zakupami.

A miało być o tym, że paprykę do Europy przywieźli Hiszpanie, że Hiszpania to europejskie okno i drzwi na świat…:) Ostatecznie wylądowaliśmy w mięsnym:)


4 odpowiedzi do “Mam sałatę w ofercie, kochanie”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *