Wół morski

Przed świętami wybraliśmy się na targ La Boqueria. Obiektyw skierowany na skarby morza, królujące na świątecznych stołach Hiszpanów.

Kupujemy świeże owoce morza i ryby na dzielnicowym targu (każda dzielnica taki ma) albo na stoiskach rybnych w supermarketach. Ale takie okazy i takie bogactwo morskich stworzeń można zobaczyć chyba tylko tutaj, na La Boqueria. Te krewetki!! Olbrzymy!! A jakie dorodne kawałki łososia!! Dwa razy takie, jak kupujemy na co dzień. Różnica cenowa w porównaniu wielkością …niewielka: 9 euro i 12 euro. Choć przed świętami, jak donosiły wszystkie media, ceny owoców morza i ryb wzrosły znacznie.

I główny bohater  opowieści, który wylądował na talerzu: buey de mar. Jak nazwać tego skorupiaka w języku polskim? Wół morski – tak wypadałoby przetłumaczyć:)) Albo po prostu: krab (cangrejo).  Bo buey de mar to jeden z gatunków kraba. Mięso – najdelikatniejsze, najsmaczniejsze, jakie jadłam w życiu.

Rusza się, rusza…Ale można od razu wrzucić do wrzącej wody z solą, pietruszką i liściem laurowym.

Niestety nie mieliśmy specjalistycznych narzędzi do miażdżenia twardych skorupek i wydobywania z nich soczystego mięsa. Do rozgniatania kleszczy, odnóży i tułowia użyliśmy więc …rozgniatacza do czosnku. Kilka uderzeń i skorupka pęka. Zastanawiam się, czy wrzucić zdjęcie z „placu boju”, ale chyba jednak tego nie zrobię:)) Stół i jego otoczenie świetne wpisały się w hiszpańską kulturę jedzenia, czyli im więcej resztek, papierków, bałaganu tym lepiej. To znak, że smakowało i wszyscy świetnie się bawili!

2 odpowiedzi do “Wół morski”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *