Przypłynęli Trzej Królowie

Drabina! Nie zabraliśmy drabiny! Ale nic to! Ci, co przyszli bez drabiny, radzili sobie jak mogli. Sadzali dzieci na kontenerach ze śmieciami, na dachach samochodów, pomagali wspinać się na latarnie, czekałam aż ktoś wdrapie się na drzewo, ale niestety…Wiał silny wiatr, nikt się nie zdecydował. Mnie udało się zająć strategiczne i wygodne miejsce na masce potężnego busa pewnej wiodącej hiszpańskiej firmy transportowej. Trzech Króli miałam na wyciągnięcie ręki, a raz nawet niespodziewanie trafił mnie potężny cukierkowy wystrzał z katapulty (było 12 tys. bezglutenowych cukierków do wystrzelenia).Wczoraj o godzinie 17. w porcie w Barcelonie zacumował żaglowiec Santa Eulàlia, a w nim Kacper, Melchior i Baltazar (GasparMelchor i Baltasar). Ze swoim barwnym orszakiem przemierzyli pół miasta aż do Plaza Espanya. Na trasie powitało ich 500 tys. osób.

Trzej Królowie to w Hiszpanii najbardziej wyczekiwani świąteczni bohaterowie. Do 6 stycznia trwają szkolne wakacje. Dzień Trzech Króli to zwieńczenie trwającego dwa tygodnie bożonarodzeniowego świętowania. Do Trzech Króli dzieci piszą listy z prośbami o prezenty. Najważniejsze, że żaden nie pozostaje bez odpowiedzi. Trzej Królowie odwiedzają organizacje społeczne i szpitale.

Po Bożym Narodzeniu nadchodzi ten najbardziej emocjonujący moment – trzeba list dostarczyć do króla! Każda dzielnica ma swojego Kacpra, Melchiora i Baltazara, którzy przez tydzień, codziennie (z przerwą na sjestę 😉 )rezydują w jednym z centralnych punktów i czekają na cenną korespondencję. Towarzyszy im paź Estel. Rodzice przychodzą do stanowiska Trzech Króli z dziećmi, które podniecone, onieśmielone zbliżają się do Ich Królewskich Mości i wręczają swój list. Królowie rozmawiają z maluchami, rodzice robią zdjęcia. No a listy,…hmmmm…..wiadomo, zabierają potem królewscy listonosze. Potem, 5 stycznia, przychodzi dzień oficjalnego powitania Mędrców ze Wschodu. Każda dzielnica ma swoją kawalkadę Trzech Króli i jest też ta największa, centralna, z najbogatszymi powozami, którą wczoraj miałam zaszczyt oglądać :lol:.

Trzej Królowie „zostawili” prezenty i pojechali.  Ludzie złożyli drabiny i ruszyli ” w miasto”. Zapełniły się bary, restauracje, kawiarnie, tarasy. Kucharze wynieśli grille na ulice. Uliczni sklepikarze zacierali ręce. Piekarze, mimo że zbliżała się godzina 22, pracowali na pełnych obrotach, nie wszyscy przecież jeszcze zdążyli kupić słodki królewski wieniec (Roscón de Reyes). Dzieci przed pójściem spać zostawiły przy oknach i balkonach buty i trochę strawy dla królewskiego orszaku. A dziś wielki dzień! W końcu dotarły prezenty (a dla niegrzecznych – węgiel)! To była pracowita noc dla Poczty Ich Królewskiej Mości.

 

11 odpowiedzi do “Przypłynęli Trzej Królowie”

  1. Hahah, ja w Sewilli nie widziałam nigdy drabin, ale parasolki owszem! Nie na deszcz tylko…odwrócone żeby łatwiej złapać cukierki (hmm..”deszcz cukierków”):) Feliz dia de Reyes!

    1. no proszę, co region, to obyczaj;) co to cukierków, to w Barcelonie po raz pierwszy wprowadzili katapulty, ale ludzie narzekali, bo cukierki docierały tylko do tych, co w stali w pierwszych rzędach, okazuje się, że ludzka ręka jednak jest niezawodna:)

  2. a ja wczoraj przyleciałem do barcelony i ok 19 próbowałem przecisnąć sie z wielką walizką przez Placa Catalunya. Nie miałem pojęcia co się dzieje, było tam z milion ludzi – teraz już wiem o co im wszystkim chodziło 🙂

  3. Widzę, że byłaś na Comte d’Urgell, ja obserwowałam paradę dosłownie jedną ulicę dalej 🙂 A moim faworytem w pomyśle na najlepsze miejsce obserwacyjne jest miniciężarówka z otwartym tyłem i ławką dla dzieci ustawioną na jej podnośniku, ale drabiny wzdłuż całej trasy parady też nieźle mnie ubawiły.
    Pozdrawiam!

    1. tak, a dokładnie na skrzyżowaniu z Sepúlveda:) ja sama na początku miałam obawy, czy się gdzieś wspiąć, czy nie, w końcu nie moje auto, ale widzę, że nikt się niczym nie przejmuje, więc czemu nie!

  4. Szkoda ze w Polsce ogranicza sie ten dzien do dnia wolnego od pracy i siedzi sie w domu. Nic podobnego nie dzieje sie na ulicach. A szkoda. Moze kiedys ktos wpadnie na taki pomysl.
    coprawda kiedys chodzili kolędnicy i podobnie bylo ale to chyba tylko na wsiach,bo mieszkajac w miescie nie pamietam takiego świeta i takiej uroczystości.
    Pozdrawiam Kasiu

    1. właśnie, choć czytałam, że po raz pierwszy w tym roku w moich Katowicach zorganizowano orszak Trzech Króli, ciekawe, czy gdzieś jeszcze coś podobnego się dzieje, pozdrowienia i za chwilę buenas noches!:)

  5. W moim mieście w tym roku (Jelenia Góra) po raz pierwszy był taki orszak i przyciągnął tłumy….Ja niestety nie mogłam być, ale pomysł popieram, bo to piękna tradycja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *