Niech żyje bar!

Statystyczny Hiszpan wita dzień w barze albo w kawiarni. Pije obowiązkowo kawę, zjada rogalika, gawędzi z właścicielem i czyta gazety (w każdym lokalu zawsze są dostępne aktualne wydania). Na zegarku godzina ósma, dziewiąta. Taki jest poranny rytuał. Za dwie godziny przerwa na papierosa i znowu bar. Za kolejne dwie godziny znowu przerwa i obiad w restauracji albo w barze z przekąskami. Potem czas na podwieczorek. A po pracy znowu bar, gdzie już czekają znajomi albo właśnie zaczyna się mecz. Zaczynam rozumieć, dlaczego kuchnie w wielu mieszkaniach w Barcelonie zredukowane są do małego, ciemnego przedsionka z dwoma palnikami i bez pieca…Jasne staje się też, dlaczego rano wystarcza kawa i ciastko zamiast kompletnego, zdrowego śniadania. Jak się zjada ciepłą, obfitą kolację o godzinie 22…Stołowanie się na mieście idzie w parze z południowym zamiłowaniem do spędzania czasu poza domem i jest jego konsekwencją. Domowe gotowanie może być wielką frajdą, ale zajmuje sporo czasu. A Hiszpan pracuje praktycznie cały dzień, z dwugodzinną przerwą na obiad. Świetnie jeśli w tym czasie ma możliwość wrócić do domu i zjeść przygotowany poprzedniego dnia o 11 w nocy i odgrzany w mikrofalówce obiad. Coraz częściej widzę w metrze ludzi obwieszonych charakterystycznymi termicznymi torbami, które wysyłają jasny sygnał: „nie jem na mieście, gotuję w domu”. Na marginesie, Hiszpanie pracują dużo, ale nieefektywnie. Gdzie w czasie tego dłuuugiego dnia pracy łapią oddech? W najbliższym barze. Ale chyba nawet rekordowo długi tydzień pracy, skutecznie oddalający Hiszpanów od domowym pieleszy, nie gwarantowałby hiszpańskim barom klienteli, gdyby nie południowe zamiłowanie do rozmów, hałasu i potrzeba dzielenia stołu i przemyśleń z sąsiadem. Parafrazując znane powiedzenie: ciągnie Hiszpana do baru, na ulicę, do ludzi. Bar to coś więcej niż wypite piwo czy zjedzona kanapka, to centrum życia towarzyskiego. Ja nie mam potrzeby wypicia kawy w barze. Piję  w domu – taniej i wygodniej. Ale rozumiem, że przyjazny głos właściciela lokalu Hombre , qué tal? (Człowieku, co słychać?) może nie mieć ceny, a stali bywalcy (nie klienci!) w barze czują się jak u siebie w domu.

Bary i kawiarnie to prawdziwe błogosławieństwo dla hiszpańskich seniorów. Pamiętam, jak wielkie było moje zaskoczenie, gdy któregoś niedzielnego poranka około godziny 9. zobaczyłam wypełnioną  po brzegi kawiarnię. Wszystkie stoliki były zajęte. Okupowały je starsze panie i starsi panowie (choć ci ostatni częściej wybierają bar). Potem towarzystwo przenosi się na ławki. W godzinach szczytu naprawdę trudno znaleźć wolne miejsce! Piękna, pogodna starość!

Barowy taras tydzień temu – zimowe, niedzielne popołudnie 🙂 Świetny punkt widokowy – Ogrody Miramar, Montjuic (Pla de Barcelona)

Na gości czekają koce , w zimie tarasy są zadaszone i ogrzewane.

Najlepsze serwetniki. I obowiązkowe okruszki na stole i pod stołem. I moje okulary, które po pięciu latach używalności właśnie się rozpadły.

W wielu barach, oprócz kanapek (zimnych lub gorących) można zjeść pyszne przekąski (tapas). Katalońska butifarra (wędlina z chudego, mielonego mięsa wieprzowego – z polędwicy) i patatas bravas (pieczone ziemniaki na ostro).







 


 

W każdym barze jest telewizor, zwykle nieco nowszej generacji. Taka śmieszna konstrukcja to ewenement. A samo wejście do baru wskazuje, że jest to jeden z wielu skromniejszych lokali. Cecha szczególna: maszyna do gry i męskie towarzystwo.

A to pyszna pamiątka z tradycyjnego baru tapas w dzielnicy Les Corts, za centrum handlowym L’illa diagonal, tuż obok charakterystycznych białych domków na ulicy Castells, które od lat są wyburzane. Nie wiadomo, czy stary budynek, w którym znajduje się bar i w którym mieszkają jego właściciele, nie podzieli losu zabytkowej kolonii.

Podzielacie hiszpańską miłość do barów? 😀 Kawa w barze czy jednak w domu? Jakie są Wasze ulubione bary w Barcelonie? Które miejsca polecacie odwiedzić? Gdzie jedliście najlepsze tapas?


13 odpowiedzi do “Niech żyje bar!”

    1. …na tarasie, w piękne, słoneczne, leniwe popołudnie, kiedy nigdzie się nie spieszymy, tylko smakujemy i obserwujemy…mmmm:))

  1. Ja uwielbiam! To jest to za czym najbardziej teraz w PL tęsnię – za barem z porządną kawą na każdym rogu… Niedoścignione marzenie! W ogóle uwielbiam atmosferę hiszpańskich barów, właśnie tych mało designerskich, tych najzwyklejszych, gdzie piją razem cafe solo robotnicy z pobliskiej budowy i urzędnik z banku… W każdym mieście, gdzie mieszkałam w Hiszpanii miałam swoj ukochany bar i zawsze po dwóch, trzech wizytach kelner już mnie pamiętał i pytał tylko ?Lo mismo? 😀 😀 😀
    Mamo, kiedy w PL tak będzie, że w barze na osiedlu będzie kawa z ekspresu i świeży sok z pomarańczy za 4 zeta…?

    1. w Polsce bary kojarzą się niestety chyba dość jednoznacznie i negatywnie…uświadomiłaś mi, że muszę się cieszyć tym, co mam teraz pod nosem:)

  2. Wielokrotnie się nad tym zastanawiałam. Absolutnie niebywałe. Tak samo barowa jest Portugalia, ale tam pewnie ludzie mniej wydają, bo dłużej siedzą przy jednym piwie i czy jednej kawie. Wspaniałe w hiszpańskich barach jest stosunkowa taniość jedzenia. A już fenomenem są darmowe tapas w Granadzie i Santiago. Nic dziwnego, że do baru się chodzi, skoro różnica cen produktów w sklepie i w barze jest niezbyt wielka. Ale to możliwość wymiany myśli jest tutaj kluczowa. Nic tak nie wznosi fermentu intelektualnego, jak kawiarnia czy bar. Dowiedzieć się o całym świecie w jednym miejscu – to jest to, czego ludziom trzeba! 🙂

    pozdrawiam serdecznie

  3. tak to już tu jest z barami. na naszej ulicy w Madrycie jest ich kilka i zawsze pełne. a kuchnie tak jak piszesz, malutkie i tak jakby na uboczu całego mieszkania, tak całkiem ‚poza nim’ a ja lubię jak się z kuchni wchodzi do salonu 😉

    1. …albo na taras..:) na razie to tylko marzenie:) w ogóle kuchnia to dla mnie centrum życia, powinno w niej być miejsce na stół, powinna mieć duże okno na świat (tak jest w Polsce), a tutaj raczej tym centrum życia jest salon albo…bar

  4. a ja lubie w barach piwo które w połączeniu z cytrynową fantą nosi nazwę klara.3/4 szkl.piwa i reszta fanty, przepyszne i do tego zapomniałam ich nazwę ale takie malutkie rybki smazone na głębokim leju skropione cytryną,je sie z ogonkami i głowkami,przełamcie się są na prawe pyszne,najlepsze jadłam w barze na Barcelonecie Jai-ca
    parę fotek: http://baresautenticos.com/2011/01/31/bar-jai-ca/
    polecam,nie ma tam cen z Rambli, a jedzenie na prawdę b.dobre,no i polecam zwiedzanie Barcelonetty,a dalej po jedzeniu na spacer na plażę blisko.

  5. a zapomniałam wiec dopisuję na Barcelonecie jest słynny z przewodników bar La Bombeta: http://baresautenticos.com/2010/10/25/bar-la-bombeta/
    można i tam sie wybrać, tyle ,że w weekendy kolejka sie ustawia na zewnątrz.byłam tam raz i w sumie atmosfey to nie ma hiszpańskiej bo tam głównie przy stolikach turyści,ale jeśli chodzi o smaki tapas ,bo to bar tapas to owszem polecam.Uwaga cały wrzesień jest zamknięte-urlopy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *