Mieszkanie mam w Barcelonie

Każde mieszkanie to nowe doświadczenia, nowe wnioski, obserwacje i cenna nauka na przyszłość. Już wiem, gdzie się pakować, a gdzie nie. Widziałam już chyba około stu mieszkań w Barcelonie i wydaje mi się, że niewiele jest mnie w stanie zaskoczyć, ale kto wie…”geniusz” i pomysłowość tutejszych budowniczych i architektów nie zna granic. A przynajmniej nie znała, bo przyznam szczerze, że (nielicznych) mieszkań w najnowszym budownictwie nie było mi jeszcze dane zobaczyć.

Na wstępie kilka słów wprowadzenia do mojej surowej, subiektywnej oczywiście oceny oferty mieszkaniowej Barcelony.

  • Po pierwsze, gdybym mogła i chciała płacić za wynajem mieszkania miesięcznie 1000 euro albo więcej z pewnością moja lista skarg i zażaleń byłaby mniejsza albo pusta.  Być może. Ale mieszkania w takiej cenie są…puste albo wynajmowane z myślą o podnajmowaniu pokoi. Większość szuka godnego lokum w cenie 500  – 600 euro, czyli czegoś na kieszeń przeciętnie zarabiającego zjadacza chleba, który jeszcze chce coś zaoszczędzić i nie przeznaczać całej wypłaty tylko na opłaty i jedzenie. Poza Barceloną w takiej i niższej cenie można wynająć piękne mieszkanie, z palmami za oknem,  z widokiem na morze, a nie na brudną, zaplutą ulicę (tak, tak, nie wiem tylko, czy zwyczaj spluwania na ulicę przyjechał do Barcelony wraz z emigracją z całego świata czy to może sami Hiszpanie zatrzymali się na etapie świetności spluwaczek…).
  • Po drugie, jeśli ktoś całe życie mieszkał w zielonej części miasta, co prawda w bloku z czasów 80. na osiedlu z wielkiej płyty, ale nie przypominającego na szczęście w niczym koszmarnych blokowisk, w mieszkaniu na ostatnim piętrze z wielkimi oknami na południowy-zachód, z trzema balkonami, z widokiem na las i na panoramę dzielnicy, dziwne wydaje się mu, że w mieszkaniu jest ciemno, mimo że jest środek dnia! Naturalne dla mnie zawsze było, że gdy świeci słońce, to mam je zawsze w pokoju!  Naturalne było, że nie zasłaniam zasłon, bo nie ma nikogo, kto by mi zaglądał do okna! Naturalne było, że przez te porządne, plastikowe okna, gdy są zamknięte, nie dociera do mnie najmniejszy odgłos ulicy. Naturalne było, że w zimie grzeją kaloryfery, że ciepła woda pod prysznicem leci natychmiast po odkręceniu kurka. Jeśli do Barcelony przyjeżdża ktoś z takim „mieszkaniowym” bagażem doświadczeń, może się gorzko rozczarować. Z drugiej strony dla przeciętnego emigranta z Ameryki Południowej wzgardzone przeze mnie lokum jest najlepszym mieszkaniem, jakie widział w życiu.

POSZUKIWANA, POSZUKIWANY. Moje ostatnie poszukiwania mieszkania trwały 4 miesiące. Setki godzin przy komputerze i przy telefonie, do tego zmarnowane popołudnia, czyli niekończące się wyprawy, aby obejrzeć mieszkanie, które i tym razem nie wyglądało tak dobrze, jak na zdjęciach.

OFERTY WIDMA, POZDROWIENIA Z LONDYNU. Na początku szukałam na popularnych stronach z ogłoszeniami wynajem-kupno: en alquiler, yaencontre i inne (patrz: zakładka musisz tu wejść). Połowa zamieszczonych tam ogłoszeń jest nieaktualna, bo agencje wrzucają tam najatrakcyjniejsze oferty, a potem w ogóle ich nie aktualizują, gdy mieszkanie już jest wynajęte. Na jednej z nich po podaniu adresu mailowego, rzekomo można skontaktować się z właścicielem. Faktycznie pojawia się numer komórkowy, tylko że zawsze dodzwaniałam się do ludzi z odległych prowincji, którzy mieszkania w Barcelonie na pewno nie mieli.

Jeśli szukacie mieszkania,  na pewno zaglądacie na Loquo, najpopularniejszą w Barcelonie stronę z ogłoszeniami wszelkiego typu (kupno, sprzedaż, wynajem, praca). Na pierwszy rzut oka dostrzegacie ogromną zaletę – ogłoszenia mieszkaniowe podzielone są na dwie grupy: wynajem przez agencje i particular, czyli bezpośrednio od właściciela, co oznacza, że odpadają koszty agencji. Okazuje się jednak, że lwia część ogłoszeń z części particular to ogłoszenia, które zamieszczają agencje, aby przyciągnąć klientów. Jeśli więc szukacie mieszkania z pierwszej ręki, tracicie tylko czas i pieniądze na telefon. Jeśli codziennie zaglądacie na stronę, zauważacie, że wciąż pojawiają się te same ogłoszenia, kopiowane dziesiątki razy. Jeśli natomiast nie odzywa się agencja, telefon konsekwentnie milczy całymi dniami. Bez sensu nagrywacie się na sekretarkę, bo nikt nie oddzwania. Po co więc ktoś zamieszcza ogłoszenie o wynajmie przykładowo o godzinie 9. rano, podaje telefon kontaktowy, a gdy dzwonicie o 9.05 nikt nie odbiera?! Ani za pół godziny, ani za godzinę, ani po południu, ani wieczorem. Czasem, jeśli nie odbiera, wysyła e-maila z…Londynu. Kilka razy dostawałam odpowiedź od właściciela, który przebywa w Londynie. Pewna kobieta (aby zdobyć zaufanie?) nienaganną, bogatą hiszpańszczyzną opisała mi swoją sytuację rodzinną i zawodową. Pracuje jako graficzka, ale niestety nie może ani na jeden dzień opuścić kraju. Opowiada mi o swojej rodzinie, o psie, o tym, że niedługo zostanie babcią. O mieszkanie i wynajem mam się nie martwić, wprawdzie nie miała czasu poszukać agencji, nie ma też w Hiszpanii żadnego przedstawiciela, ale znalazła już sposób na załatwienie sprawy! Ciekawe jaki! Tego w pierwszej wiadomości nie zdradza, czeka na moją odpowiedź. No i się nie doczekała. Podobnie jak kilka innych, podobnych wiadomości z Londynu.

JAK SZUKAĆ? Aby nie tracić czasu na historie, które opisałam powyżej, najlepiej  szukać mieszkań bezpośrednio na stronach agencji nieruchomości. Najpierw robimy listę agencji na podstawie portali typu enalquiler.  Strony agencji są na bieżąco aktualizowane i na pewno bardziej godne zaufania niż np. loquo.  Drugi dobry sposób szukania to spacer po okolicy, w której chcielibyśmy zamieszkać.  Prawie na każdej ulicy jest kilka mieszkań do wynajęcia (plakaty na balkonach lub w oknach). Minus – nie wiemy, co jest w środku i za ile, plus – poznajemy dzielnicę (bliskość środków transportu, sklepy, towarzystwo, itd.), rzucamy okiem na budynek, wejście, widzimy, czy mieszkanie jest słoneczne czy nie.

KUCHNIA W SZAFIE I INNE NIESPODZIANKI, czyli kilka historii z życia poszukiwacza mieszkań i o tym, o czym agencje nie informują w ogłoszeniach, a co często nas niemile zaskakuje.

  • Mieszkanie blisko Plaza Espanya, widok na aleję Paralelo, 570 euro. Lokalizacja świetna. Na jednym ze zdjęć dość atrakcyjnie wyglądający salon z balkonem i szafą. Kto by pomyślał, że w szafie kryje się kuchnia! Gdybym o tym wiedziała, nie traciłabym czasu na zwiedzanie mieszkania, ale po co wspominać w ogłoszeniu o tym „drobnym” szczególe!??!!

Mieszkanie blisko Parku Güell, 500 euro. Koniec świata, ale blisko Metro Lesseps. Na google map wszystko wydaje się blisko, a potem okazuje się, że to faktycznie koniec świata. Najpierw była 15-minutowa wspinaczka na wskazaną ulicę. Kąt nachylenia ulic sięgał 90 stopni. I to nie było odludzie! Ludzie wjeżdżali z wózkami, wspinali się z zakupami, toczyło się normalne życie. Po pieszej wspinaczce przyszedł czas na jazdę schodami elektrycznymi, które wydawały się nie mieć końca. W końcu dojechaliśmy. Agent nieruchomości nie dotarł na miejsce, poszliśmy na spacer do parku. Jeśli więc jesteście miłośnikami parku i marzy wam się mieszkanie w jego okolicy, weźcie pod uwagę „specyfikę terenu”. Podobnie jest np. w dzielnicy Carmel. Tam, oprócz ruchomych schodów, są jeszcze windy. Ale za to jakie widoki!

  • Sarriá. Szczyt moich marzeń. Dzielnica Guardioli i Puyola. O metrze pod blokiem można zapomnieć, ale za cenę spokoju i czystości byłabym skłonna korzystać z autobusów, powalczyć ze strachem przed kierownicą samochodu albo zasuwać pieszo np. aż do Alei Diagonal. Nie muszę dodawać, jakie są ceny na wynajem. Ale udało mi się znaleźć ofertę za 500 euro! Dwupoziomowe mieszkanie, w dodatku z tarasem! Na miejscu okazało się, że jeden poziom to jedno 30-metrowe pomieszczenie, w którym z ledwością mieści się kuchnia i łóżko, a na górze znajduje się tylko taras.

  • Kolejne mieszkanie, znowu blisko Plaza Espanya. Jeden z wielu starych, ale odnowionych budynków. Mieszkanie na 8 piętrze. Na szczęście jest winda. Charakterystyczna, ciasna, bo wciśnięta „na siłę” w stare mury. Ok. 50 metrów w jednym kawałku. Kuchnia, lub raczej coś co kuchnię ma przypominać, osobno z wyjściem na duży taras. Niewątpliwy plus to: widok, przestrzeń, dużo światła dziennego i słońca. Minus: wątpliwa kwestia bezpieczeństwa. Wiele balkonów, a także wejść na taras (na poddaszu, czyli ático) ma przesuwane, a nie zamykane drzwi. Obok  znajdują się inne mieszkania z tarasami oddzielonymi słomianą matą lub łatwym do przeskoczenia kawałkiem szkła. Właściwie bez problemu każdy może dostać się przez taras do naszego mieszkania. Są żaluzje, ale wyobrażacie sobie w lecie spanie ze spuszczonymi żaluzjami? Podobne ático oglądałam w Sarriá. Tam nad mieszkaniem z tarasem znajdowało się jeszcze kolejne poddasze. Hej hop i mamy sąsiada na naszym tarasie i w naszym pokoju! Na marginesie, áticos to najbardziej pożądane w mieście mieszkania. Niestety te w przystępnych cenach oznaczają 30 metrów kwadratowych.
  • Gran Vía de les Corts Catalanes. Jedna z najważniejszych ulic w mieście. Jak cudownie byłoby odpowiadać na pytanie: adres zamieszkania? Gran Vía 450! Ale czy równie cudownie byłoby tam mieszkać? Ogromny budynek, tzw. kurnik, mieszkań w nim chyba z tysiąc. Portier, ładne, przestronne wejście. Oglądałam tam pięć mieszkań. Ceny: ok. 500 euro. Większość to jedno pomieszczenie plus kuchnia, łazienka (40-50 metrów), z jednym, mniejszym lub większym, oknem na ulicę lub na patio. Plus: lokalizacja, bo blisko środków transportu. Byłam już o krok od wynajęcia, już odklejałam ogłoszenie z szyby, a pewna młoda para spacerująca ulicą spytała przez okno, czy jeszcze wolne i niepocieszona odeszła z kwitkiem. Ale wyobrażacie sobie te spaliny, ten huk…! Przez Gran Vía dziennie przejeżdżają miliony samochodów. Podobnie jest z ulicą Sants, aleją Diagonal, Paralelo, Meridiana… Masz więc do wyboru: wąskie ulice, brak słońca i głowę sąsiada z naprzeciwka w twoim salonie albo przestrzeń, słońce, ale za to z domieszką tlenków siarki i węgla i przekroczoną dziesięciokrotnie dopuszczalną normą hałasu. Najlepsze wyjście to szukanie mieszkania z widokiem na park, skwer lub na plac miejski, co oczywiście ma swoją cenę. A urok wąskich uliczek, którymi tak zachwycają się turyści, podsumuję jednym zdaniem: sprawdzają się tylko na romantycznych spacerach i dobrze wychodzą na zdjęciach.

BARCELONA MA PONAD 1 MLN 615 TYŚ. MIESZKAŃCÓW I GĘSTOŚĆ ZALUDNIENIA SIĘGAJĄCĄ PRAWIE 16 TYS. OSÓB NA KM. KW. Dla porównania Madryt ma ponad 3 mln mieszkańców  i dwa razy mniejszą gęstość zaludnienia: ponad 5 tys. osób na km kw.

Przestaje więc dziwić fakt, że Barcelona ma tak gęstą zabudowę mieszkaniową. Wystarczy rzucić okiem na panoramę miasta  z jakiegokolwiek punktu widokowego. Porównałam kiedyś widok satelitarny Barcelony i Katowic w Google Maps. Różnica jest powalająca. Katowice to oaza zieleni i przestrzeni, a mówimy przecież o mieście, które uważane jest za przemysłowe. Nie chcę tutaj poruszać kwestii historii miast, położenia geograficznego i innych czynników, które tłumaczyłby taki a nie inny stan rzeczy. Opisuję jedynie to, co widzimy i co zastajemy dzisiaj.

Tak jak na ulicach gęsto od budynków, tak w budynkach gęsto od mieszkań. Każdy metr musi być zagospodarowany. Wielkie mieszkania podzielone na trzy mniejsze (przykład Gran Via), aby tylko zmieścić więcej lokatorów (i zebrać więcej kasy?). Wąskie schody na klatkach schodowych, wąskie futryny drzwiowe w mieszkaniach, nic dziwnego, że  przeprowadzki robi się przez okno.

Świetnych sposobem na zwiększenie liczby mieszkań w kamienicy jest zagospodarowanie tzw. bajo, czyli najniższej części budynku. Powstają w ten sposób mieszkania, w których podłoga zrównana jest z ziemią. W Polsce rozwiązanie niespotykane, bo parter zawsze znajduje się powyżej poziomu ziemi, a bajo w starszych budynkach zajmują piwnice, których budynki w Barcelonie nie mają. Tzw . bajo to często lokale przerobione na mieszkania. Wchodzi się do mieszkania prosto z ulicy, często najpierw podnosząc żelazne żaluzje (jak w sklepach), które wypada też spuścić na noc. A rano lepiej szybko się nie wybiegać z domu, bo możliwe jest czołowe zderzenie.  Nie wiem, co lepsze: bajo z wejściem z ulicy czy bajo wewnętrzne? Widziałam jedno obok Sagrady Familii za 550 euro. Klaustrofobiczna rudera. Powietrze docierało tam tylko przed jedno małe okienko w łazience. I nie myślcie, że to „mieszkanie” nie znajdzie nabywców.

W Hiszpanii dowiedziałam się o istnieniu piso interior, czyli mieszkania wewnętrznego, nie mającego w ogóle okien na ulicę. Dobrze, że jeśli choć jedno pomieszczenie ma okno na wewnętrzne patio, bo są i takie mieszkania, które mają okno na korytarz albo nie mają go wcale. Okazuje się, że w słonecznej Barcelonie mieszkanie todo exterior, czyli z wychodzącymi na ulicę oknami we wszystkich pomieszczeniach (co jest standardem w Polsce) jest luksusem, za który trzeba słono zapłacić.

Kolejnym świetnym sposobem na upchnięcie jak największej liczby lokatorów na jak najmniejszej przestrzeni było konstruowanie budynków z patio de luces, czyli wewnętrznym dziedzińcem światła (taki typ architektury dominuje w Barcelonie). W rzeczywistości to nic innego jak wąski, obskurny kanał wentylacyjny,  który ze światłem nie ma nic wspólnego, jest to raczej patio ciemności, brudu, smrodu i wilgoci.

Patio to typowy element architektury hiszpańskiej i jest prawdziwym sercem i ozdobą domu czy budynku, ale pod warunkiem, że jest to dziedziniec z prawdziwego zdarzenia, przede wszystkim przestronny. Dodatkowe atrakcje to ogród, pergole, plac zabaw dla dzieci, basen itp.

Konstrukcja z wewnętrznym, wąskim patio niewątpliwie pozwala zmieścić w budynku więcej mieszkań niż w tradycyjnym, znanym powszechnie w Polsce budynku typu klocek, w którym wszystkie pomieszczenia w mieszkaniu mają okna zwrócone na ulicę w jedną stronę lub w dwie strony (lub też na podwórko, co jednak z zamkniętym i małym patio nie ma nic wspólnego).

W budynkach z „dziedzińcami” część mieszkań położona jest od strony wewnętrznego patio (na wyższych piętrach można cieszyć się światłem dziennym, na niższych trzeba przyzwyczaić się do półmroku), a w części mieszkań jedno lub dwa pomieszczenia mają okna na ulicę, a okna w pozostałych (zazwyczaj w kuchni i łazience) wychodzą na patio. Mieszkania mają więc formę prostokątów, a im bardziej w głąb, tym ciemniej. W oknach wychodzących na patio zwykle montuje się żelazną konstrukcję ze sznurami do suszenia prania (bo często brak balkonu). Rozwiązanie znakomite, zważywszy na to, że w wąskim patio kumulują się wszystkie zapachy bądź też smrody z kuchennych okien. Z tego samego powodu nie mogę otwierać okna w jednym z pomieszczeń, do którego niedawno przeniosłam sypialnię (sąsiedzi o godzinie 23. w nocy smażą mięso). Można zapomnieć o wietrzeniu. A sypialnię przeniosłam do „wewnętrznego pokoju”, aby do pokoju „zewnętrznego” przenieść salon, w którym spędza się najwięcej czasu i tym samym wykorzystać światło dzienne. Tak trzeba kombinować.

Kuchnia jest w typowym mieszkaniu w Barcelonie potraktowana po macoszemu. Mała, upchnięta gdzieś w kącie, dobrze, jeśli w ogóle jest i jeśli ma chociaż to marne okno wychodzące na patio. Świetnie, jeśli ma piekarnik. Niestety często wyposażenie ogranicza się do palników. W mieszkaniach typu estudio, czyli złożonych z jednego pomieszczenia, muszą to być palniki na prąd, co prawdopodobnie oznacza wyższe faktury. Prawdopodobnie, bo nigdy palników na prąd nie miałam, ale prąd jest w Hiszpanii droższy od gazu. Gaz naturalny jest najpopularniejszym źródłem energii w mieszkaniach w Barcelonie. Jedna instalacja (odbiornik w kuchni) służy do podgrzewania wody, gotowania i czasem do ogrzewania (choć większość mieszkań nie ma centralnego ogrzewania). Gaz w mieszkaniu był dla mnie nowością, minęło więc trochę czasu, zanim rozgryzłam, jak go używać. Pierwsze faktury sięgały stu euro! Teraz za dwa miesiące płacę niecałe 30. Jak to możliwe? Instalację włączam tylko wtedy, gdy zmywam i biorę prysznic (sporo zaoszczędzić można latem, bo wtedy zimna woda jest letnia, a w zimie niestety lodowata). Kiedyś płomień palił się całymi dniami i nocami. Nie wiedziałam też, że temperaturę i wielkość strumienia podgrzewanej wody można regulować. Mimo to trudno ustawia się właściwą temperaturę. Woda leci albo zimna albo bardzo gorąca, a ciśnienie, szczególnie w łazience, pozostawia wiele do życzenia. W niektórych mieszkaniach (gdy łazienka jest daleko od kuchni) trzeba odpuszczać wodę minutę lub nawet kilka minut w oczekiwaniu na ciepły i silny strumień. Nie można też kąpać się i zmywać w tym samym czasie, bo wtedy woda gdzieś przestaje lecieć.

W wielu mieszkaniach w Barcelonie używane są butle z butanem, co jest najtańszym rozwiązaniem, ale niezbyt wygodnym. Gaz kończy się w najmniej oczekiwanym momencie, gdy jesteś pod prysznicem i albo w niedzielne przedpołudnie, gdy gotujesz obiad. Dlatego trzeba robić zapas . Typowym widokiem w niektórych barcelońskich dzielnicach są balkony pełne pomarańczowych butli. A w określone dni tygodnia słychać na ulicach dudnienie w blaszane butle. To pakistański sprzedawca butanu oznajmia, że jest już na miejscu.

Kolejna charakterystyczna cecha mieszkań w Barcelonie to papierowe ściany. Wiem, kiedy sąsiad ma kaszel, kiedy bierze prysznic, kiedy rozmawia przez telefon, co ma na obiad i… na tym poprzestańmy.

Gdy połączymy wszystkie puzzle tej mieszkaniowej układanki, dojdziemy do wniosku, że ten obraz pasuje jak ulał do południowego temperamentu i stylu życia, które przecież toczy się głównie poza domem (w barze).

ILE TO KOSZTUJE? Jeśli wynajmujemy przez agencję, musimy mieć na wejście ok. 2500 euro (w przypadku mieszkania za 500 euro). Trzeba zapłacić miesiąc bieżący, zwykle dwa miesiące kaucji i koszty agencji/umowy, które są złodziejskie.  Oblicza się 10 proc. albo 12 całości – wynajmu za cały rok. Pytanie, na które żadna agencja nie potrafiła mi odpowiedzieć (poza lakonicznym „takie są przepisy”): dlaczego koszty te ma płacić tylko wynajmujący, a nie właściciel mieszkania??!! Podobno można negocjować, ale w praktyce płacisz albo nie płacisz i szukasz innej agencji i innego mieszkania, najczęściej nie ma możliwości osobistego spotkania z właścicielem.  Pamiętam, że gdy wynajmowałam pierwsze mieszkanie z agencją Tecnocasa, praktycznie całe koszty umowy pokrył właściciel, który mieszkał w tym samym budynku, w którym wynajmował mieszkanie. Był osobą bardzo fair i zawsze można było liczyć na jego pomoc. Taka sytuacja niestety już się nie powtórzyła. Teraz wynajęcie mieszkania z Tecnocasą wychodziło najdrożej, choć – jak się chwalą – jako jedyni nie ściągają comiesięcznej opłaty z konta, tylko wynajmujący wpłaca pieniądze na konto właściciela.

Ofert agencji z jednym miesiącem kaucji jest niewiele. Mnie akurat udało się znaleźć takie mieszkanie, ale po czterech miesiącach poszukiwań. W przypadku wynajmowania bezpośrednio od właściciela, koszty są niższe. Niestety trudno znaleźć takie oferty, chyba częściej przez znajomych niż przez ogłoszenia (a może tylko ja do tej pory nie miałam do nich szczęścia).

Mieszkania ogląda się zawsze gratis i bez zobowiązań.  A jednak jedna z agencji w Barcelonie Servicios Inmobiliarios (przynajmniej o jednej mi wiadomo, bo dwa razy na nich trafiłam), żąda 300 euro przed obejrzeniem lokum. Tłumaczą, że kwota ta wchodzi potem w koszty umowy, ale odpowiedź, co w sytuacji, gdy mieszkanie mi się nie spodoba, pozostawała bez jasnej odpowiedzi. Szkoda, bo akurat ta agencja ma mieszkania w korzystnych cenach.

W zeszłym roku kilka razy spotkałam się z wymogiem napisania swoistego podania o mieszkanie czy też listu motywacyjnego, w którym trzeba się zaprezentować i przekonać właściciela, że to właśnie mnie powinien wynająć mieszkanie. Czasem po dostarczeniu do agencji wymaganych dokumentów (zaświadczenie o wysokości zarobków), telefon milczy tydzień  i dwa albo nie dzwoni nikt, nawet żeby powiedzieć „przykro nam, właściciel się nie zgodził” itp. Trzeba szukać dalej.

Minimalny okres najmu to rok. W umowie znajduje się zwykle zapis o 5 latach, ale zawsze po roku można zrezygnować. Aby odzyskać kaucję, trzeba dać znać właścicielowi miesiąc przed wyprowadzką.

NIGDY WIĘCEJ…

Nigdy więcej nie chcę wynajmować mieszkania w starym budownictwie z wysokimi sufitami, kamiennymi podłogami i oczywiście bez ogrzewania. W tym roku w zimie (najgorzej było w styczniu i w lutym) po przebudzeniu miałam w pokoju 9 stopni! W łazience para leciała z ust. To było zimno, które trudno było wytrzymać. Do tego przejmująca wilgoć. Byłam naprawdę zdesperowana.  Próbowaliśmy dogrzewać się grzejnikiem olejowym, temperatura wzrastała do 15 stopni, ale po godzinie znowu spadała, nie sposób było też ogrzać wszystkie pomieszczenia. Znajomi, którzy mają centralne ogrzewanie, oczywiście na gaz, płacili miesięcznie rachunki po 400 euro.

Zdecydowałabym się ewentualnie na podobne mieszkania, ale pod warunkiem, że miałoby okna zwrócone na południe i nie znajdowałoby się na wąskiej ulicy, przyklejone do budynków z naprzeciwka. Chyba że byłoby to ático. W takim wypadku jestem nawet w stanie wchodzić na piąte piętro pieszo, bo poddasze w budynku z windą to już ok. 100 euro więcej.

A MOŻE KUPIĆ MIESZKANIE? Jeśli macie takie plany, to teraz jest najlepszy okres na kupowanie mieszkań w Hiszpanii. Kilkanaście, a nawet kilka lat temu mieszkania były nawet o połowę droższe. Teraz naprawdę można rozważać opcję: płacę np. 600 euro miesięcznie za wynajem czy wynoszącą tyle samo ratę hipoteki? A jak już kupować, to tylko mieszkanie, które spełnia nasze wszystkie wymagania. Wierzę, że mimo wszystko w Barcelonie też można takie znaleźć. Gdzie? Moje typy to Sarriá, Pedralbes, Horta, Diagonal Mar.

Ciekawa jestem Waszych opinii i doświadczeń.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

31 odpowiedzi do “Mieszkanie mam w Barcelonie”

  1. zgadzam się z całym opisem tematu,także mam kilka doświadczeń w wynajmowaniu mieszkania i oczywiście najciekawsze z oglądania.W moim przypadku nigdy nie miałam kontaktu z agencjami-z jakiej racji mam im płacić 550 euro na przykład…ja na te pieniądze ciężko pracuję a ona sobie kliknie w kompie dwa razy -dajcie spokój.Mieszkania to za duże słowo w przypadku wielu tych klitek.Faktycznie można być nieźle zaskoczonym,że w czymś takim mogą i mieszkają ludzie,widziałam jedno mieszkanie 30 m2 z jednym oknem o rozmiarze 40 cmx40 cm,poprzedni lokatorzy byli obecni podczas mojego oglądania i w szoku byłam,że żyli tam rok czasu z dwoma kotami…o nie!wiele jest ogłoszeń pokój z oknem- czytam i myślę co za okno musi być ,że to tak jest podkreślone.no kochani to normalne pokój może nie mieć okna i człowiek tam ma spać? a no śpią -ci mniej wymagający.no biorąc pod uwagę kraj z którego wyemigrowali-pokój nie jest istotny-istotna jest wolność i żywność w sklepach na przykład.Widziałam mieszkanie na Borne z niczym nie przykrytym wejściem w podłodze do piwnicy,znaczy w sumie nie wiem co tam było ale otwór w podłodze czy były schody czy coś innego nie zaglądałam po przeciwnej stronie pokoju aluminiowa drabina -taka wiecie malarska-prowadziła na górę tego samego pokoju gdzie znajdował się materac -znaczy sypialnia heheh.wejściem do tego pałacy był takie przesuwne aluminiowe duże szklane drzwi sklepowe i ciężka stalowa roleta…czyli wcześniej był to bar ,sklep a teraz mieszkanie bo za nie sie wyciagnie więcej….uciekłam wręcz..właściel -nie miał najmniejszego problemu z zachwalaniem mieszkania ,że w dobrej dzielnicy,blisko dworca kolejowego,Barcelonetty…a że szczur wyjdzie mi z piwnicy -to już mój problem…(tu wtrącę własną opinię którą nabyłam po 2 latach mieszkania w Barcelonie że hispzanie to brudasy!)a to poprę argumentem naocznym: sami znaczy możecie popatrzeć na http://www.loquo.com na zdjęcia mieszkań pod wynajem…boze co za poszczane materace ,zachlapane ściany,bałagan wszystko to na fotografiach zamieszczanych -mających zachęcić Najemcę! brak słów co oni chcą wynajmować-najgorsze,ze wynajmą.A kuchnie małe -no bo po co kuchnia jak hiszpańskie kobiety nie gotują,o ich jednych nie powiesz „kura domowa” one jedzą w restauracjach albo byle co,pan con tomate,pica pica …to do czego im kuchnia.Jeśli już ją jednak masz to dobrym sposobem na zaoszczędzenie na rachunkach -jest zorganizować sobie kuchenkę gazowa dwupalnikową potem butla „pomarańczowa” 16 euro i stracza na 2 – 3 miesiace polskiego gotowania.ale uwaga -stukajacy Pan wymieni ci butlę jednak nie sprzeda tej pierwszej-musisz się z kimś dogadać,ja miałam znajomego który miał ich więcej.szukam teraz pokoju bo tylko na 3 miesiace -czyli trzymajcie kciuki za nowe doświadczenia.
    Ps.a o tych aticos -fakycznie nie pomyślałam,że przeskoczyć może złodziej i mnie w nocy okraść -nie wiedziałam ,że tam są drzwi tarasowe bez zamka…dzięki za art. jest super.

    1. trzymam kciuki! daj znać, co udało Ci się znaleźć! ale myślę, że ze znalezieniem pokoju nie będziesz mieć takich problemów jak z mieszkaniem, dużo ludzi podnajmuje i ogłoszeń jest mnóstwo, np. na uniwerku. oby tylko pokój miał okno!;)

  2. Ja co prawda nie mieszkam w Barcelonie, ale widac sprawa z mieszkaniami w Hiszpanii taka sama wszedzie. W mojej okolicy (Elche) co prawda jest wiecej mieszkan bardziej przestrzennych, ale tez nie podobaja mi sie cienkie sciany, gdzie wszystko slychac. W zimie tak naprawde zawsze jest zimno,bo brak ogrzewania, a w lato znowu goraco.. ogolnie mieszkania nie dostosowane do zadnej pory roku. Ja szczerze nie pamietam, zeby w Polsce nie mozna bylo jednoczesnie brac prysznica i zmywac naczyc, bo brakuje cisnienia wody. Albo, ze jednoczesnie nie moze chodzic pralka i piekarnik, bo instalacja elektryczna nie wytrzymuje. Wielu Hiszpanow narzeka ze w Polsce brak slonca i zachmurzone niebo, ale przeciez w Hiszpanii buduja takie mieszkania, ze czasem tam zadne swiatlo dzienne nie dociera.. Moje aktualne mieszkanie jest w miare ok, ale daleko mu do tego wymarzonego. I ogolnie, az strach pakowac sie w kupno jakiegos mieszkania, bo tak naprawde wszystkie wady i zalety poznaje sie dopiero po pewnym czasie mieszkania. Z wynajmu zawsze mozna zrezygnowac, jakby sie okazalo ze mieszkanie jest bardzo zle, a z kupionym troche ciezej by bylo.

    1. właśnie, dopiero po czasie widać, gdzie się człowiek wpakował, mieszkanie oglądasz 5 minut, a potem okazuje się, że słońce masz przez godzinę, że zimno…itd, itd. ale człowiek uczy się na błędach i potem, już wie, na co zwracać uwagę. faktycznie, mówią, że w Polsce zimno i nie ma słońca, a tutaj, żeby mieć słońce, muszę cały dzień przebywać poza domem! co za absurd! u mnie w Katowicach okno w kuchni jest duże na pół ściany, balkony praktycznie na całą ścianę, po południu na termometrze ponad 40, bez rolet praktycznie nie da się funkcjonować, a tutaj każde okno ma wbudowane rolety, tylko po co!!??? skoro słońca dociera tyle, co na lekarstwo!

  3. Pocieszę Cię, że w innych miastach hiszpańskich jest lepiej. Znam kilka miast w środkowej i południowej Hiszpanii gdzie jednak większość pokoi wychodzi na zewnątrz, ceny są umiarkowane a światło w mieszkaniu bywa 🙂 Inną rzeczą są cienkie ściany (ale to i w Polsce utrapienie) oraz brak ogrzewania. To norma na południu.
    Z opisanych wyżej powodów wzgardziłam ruderą w mieście i mieszkam w miasteczku sypialni, w osobnym domu, bez sąsiadów i ich hałasów i zapachów. I bardzo sobie chwalę bo dojazd do miasta zajmuje mi niewiele, tyle ile z odleglejszych dzielnic a komfort życia jest nieporównywalnie większy. Polecam!

    1. to dobry pomysł! może i ja kiedyś wyniosę się za miasto, ale z dobrym dojazdem:) właśnie ciekawi mnie, jak sytuacja z mieszkaniami wygląda w innych częściach Hiszpanii, na pewno jest taniej, Barcelona jest chyba najdroższa.

  4. Jejaaaa… Aż się nie chciało czytać do końca… Jak można tak narzekać i być aż tak wybrednym?! Może warto pomyśleć o zupełnie innej lokalizacji? Skandynawia? Niemcy?

    1. Masz rację, narzekam i jestem wybredna, ale przede wszystkim informuję i opisuję, jak wygląda rzeczywistość (jak widać w komentarzach, nie tylko ja jestem tak „wybredna”…) Co do Niemiec, Skandynawii czy np. Szwajcarii, to chętnie przeniosłabym na hiszpański grunt pewne zwyczaje (czystość, porządek). Zmiana lokalizacji? Kto wie, kto wie…;)

    1. dziękuję:) chętnie poczytam o tym, jak się mieszka w Hong Kongu, mogę się tylko domyślać, że „atrakcji” jest więcej niż w Hiszpanii;)

  5. Ładnie się Tobie w czterech literach poprzewracało. Ty za 500 euro byś chciała mieć wille z basenem i ogrodem. Np. w Poznaniu za 1200 zł dostaniesz 20 metrowe mieszkanko na 10 piętrze. A zobacz sobie zarobki w Polsce a w Hiszpanii.
    Bardzo mnie ten artykuł śmieszy, jak można tak narzekać. Chcesz mieć luksus to płać.
    Proponuje Tobie się przeprowadzić do innego miasta (może Madryt? Będziesz miała więcej przestrzenii) albo państwa.

    1. Możesz pokazać mi w tekście zdanie, w którym piszę, że za 500 euro chciałabym willę z basenem i ogrodem? Ja takiego zdania nie widzę. Za 500 euro chciałabym przyzwoite mieszkanie, w którym pokoje i kuchnia mają okna, w którym o godzinie 15. nie trzeba świecić światła, w którym zimą nie leci para z ust (to prosty wniosek, który można wysnuć po przeczytaniu tekstu). Jeśli nazywasz to luksusem…

  6. Albo ja miałam wyjątkowe szczęście, albo Ty miałaś wyjątkowego pecha. Swojego obecnego mieszkania szukałam przez 2-3 tygodnie w grudniu 2 lata temu. W zasadzie korzystałam tylko z portalu idealista i loquo, chociaż z loquo po jakimś czasie zrezygnowałam (a jakże, po liście od pewnego londyńczyka 😉 Mieszkanie wynajmuję bezpośrednio od właściciela i sporo mieszkań, które oglądałam w tamtym czasie (byłam może w piętnastu) było bez pośrednictwa agencji. Zasadniczo z wyjątkiem braku światła i może hałasu na ulicy (Raval) nie jest jakoś dramatycznie. Sypialnia bez okna – super, światło nie budzi mnie z rana; ogrzewanie – jest ale kebab na parterze nas grzeje więc prawie nie używam (włączałam przez jeden zimny tydzień w lutym + kilka innych dni); ciepła woda – bez problemu, boiler elektryczny, jeden zbiornik spokojnie wystarcza na prysznic dla dwóch osób, na dzień wyłączam bo ciepłej wody nie potrzebuję; piekarnik i kuchenka – też elektryczne, rachunki za prąd, średnio 60 euro na miesiąc, ale to dlatego, że dużo piekę i latem używam klimatyzacji. Po Twojej relacji już nigdy nie odważę się narzekać na moje entresuelo na Ravalu 🙂

    1. a ja właśnie nie jestem przyzwyczajona do spania w ciemności, nigdy nie zasłaniałam zasłon, lubię, jak budzi mnie słońce, dzień…od razu chce mi się rano wcześniej wstawać i jestem pełna energii, jak się budzę rano i jest ciemno, to z ledwością wstaję, zaglądam przez to wąskie okno balkonowe, zadzieram głowę, a tu słońce grzeje już wysoko, wysoko…potem idę do kuchni i muszę świecić światło, wrrrrrrrr…..swoją drogą, super, że udało Ci się znaleźć coś bez agencji i z tego, co piszesz, w miarę przyzwoitego. Ja oglądałam w Raval jedno mieszkanie i miałam dosyć. Oczywiście estudio za 550 euro chyba było, w środku nawet w miarę ok, wyremontowane, ale klatka schodowa to był dramat, o ile w ogóle można było to coś nazwać klatką schodową, nie wspominając o ulicy i widoku z okna…to był trzeci, gdzie tam, piąty świat!!

  7. Bardzo fajny wpis, wierzę absolutnie we wszystkie, najbardziej nawet absurdalne kwestie związane z mieszkaniami do wynajęcia i to wcale nie musi być Barcelona, wystarczy postudiować sobie w Krakowie!!!!
    Dla mnie najgorsze są chyba te wewnętrze pokoje i mieszkania bez światła.

    A! żebym nie zapomniała, osobiście w życiu nikomu, najgorszemu wrogowi nie polecałabym teraz kupna mieszkania w Hiszpanii a już na pewno nie na hiszpański kredyt hipoteczny. Zaczynasz płacąć 600 miesięcznie a za 10 lat będziesz płacić 1200 o ile oczywiście Twój bank nadal będzie stał na nogach….

    A poza tym to pozdrawiam i życzę miłego mieszkania 🙂

    1. ciekawe z tym kredytem…trzeba to wziąć pod uwagę. wiem, że ludzie, którzy kupowali mieszkanie jakieś 10 lat temu, płacą teraz po tysiąc euro i mają już dosyć. całkiem prawdopodobne, że za 10 lat sytuacja się powtórzy. a teraz oczywiście agenci zachwalają i zachęcają do kupna. pozdrowienia!!

  8. Po lekturze tak obszernej analizy mieszkań, już wiem, że do Barcelony się nie przeniosę!
    W Madrycie nie lepiej, jak już mieszkanie, do którego wpada słońce, to okna wychodzą na ulicę albo na obskurne patio.

    Znajomy wynajmuje pokój, w którym ma mikroskopijne okienko wychodzące na także maleńkie ‚patio’ – dziurę ze śmieciami. Rozkład mieszkania też jest okropny – z klatki schodowej wchodzi się bezpośrednio do kuchni (z małym okienkiem), obok łazienka (jako jedyna całkiem w porządku) i potem czeka nas przeprawa przez dłuuuugi korytarz bez okien (!) do kolejnych trzech pokoi, z których tylko dwa mają te maleńkie okna. Cały czas w mieszkaniu musi świecić się światło. Dramat.

    Z kolei najbardziej pożądane atico w Madrycie w dzielnicach rodzinnych, z przestronnym patio z basenem, drzewkami i parkiem zabaw dla dzieci mają tak mały metraż, że można dostać klaustrofobii (mieści się łóżko, szafa wnękowa i małe biurko), za to taras jest wielki.

    Woda i ogrzewanie to jedna wielka porażka, nigdy tak nie wymarzłam w nocy jak w Madrycie (budziłam się parę razy w nocy z zimna!). Nie mam pojęcia jak oni to wytrzymują.

    Teraz mieszkam w pięknym Elche w jeszcze piękniejszym mieszkaniu w budynku, gdzie są tylko dwa mieszkania (po jednym na piętro) i duży taras na dachu. Słonecznie i cudne widoki z balkonów.

    Ściany na szczęście nie tak ‚papierowe’ jak w Madrycie, ale i tak słychać sąsiadów (Hiszpanie ogólnie krzyczą zamiast mówić moim zdaniem ;)) i raz zauważyłam małe karaluchy w łazience (!), ale wytępiłam je i już się nie pojawiły.
    Hiszpania jest lepsza, gdy przyjeżdża się tylko na wakacje ;)))

    Ewentualnie w mniejszych miejscowościach – chyba wolałabym dojeżdżać niż żyć w klitce bez okien.
    Pozdrawiam! 🙂

    1. Właśnie, małe metraże! znajomi mają mieszkanie z salonem i trzema pokojami – wydawałoby się, że super, tylko że wszystko jest tak mikroskopijne, że salon, pokój i kuchnia to metraż jednego pokoju w moim polskim mieszkaniu! (które jest standardowe). Ja też nigdy tak nie wymarzłam jak w mieszkaniu w Barcelonie. O Elche już sobie poczytałam w necie:) Taras, balkony, słońce, spokój…Pozazdrościć!! Czyli przeniosłaś się z Madrytu do Walencji?

  9. Przypuszczam, ze znalezienie przyzwoitego mieszkania w dobrej cenie jest tak samo trudne w Warszawie, Berlinie jak i tu. Trochę przesadzone… Pozdrawiam

    1. Łatwo na pewno nie jest, ale w Polsce czy w Niemczech chyba nie ma tak niedorzecznych rozwiązań konstrukcyjnych, jakie są w Hiszpanii. A wszystko to idzie w parze z absurdami w hiszpańskim sektorze budownictwa ostatnich dziesięcioleci.

      1. Wlasnie.. najbardziej chodzi o te rozwiazania konstrukcyjne.. ktore wydaja sie szczegolnie absurdalne w Hiszpanii. Bo ze trudno sie szuka mieszkania do wynajecia na calym swiecie, to jasne.

  10. Ja na znalezienie mieszkania miałam „całe” 2 dni. Dodatkowo szukałam go z Polski a na miejscu był mój chłopak, który tylko przesiadał się w kolejne linie metra i oglądał wyszukane przeze mnie mieszkania. Zgadzam się z tym co napisałaś. Bazując na swoim skromnym doświadczeniu mogę polecić stronę idealista.com . Ciekawa jestem jak się mieszka na północy bo przeprowadzam się ze słonecznej Andaluzji. Fakt faktem nigdzie tak nie zmarzłam w zimie jak tam. Pytanie czy może być jeszcze zimniej??
    Pozdrawiam

    1. Ja też nigdzie nie zmarzłam w zimie tak jak w Hiszpanii. Jeśli marzłaś w zimie w Andaluzji, to na północy niestety też będziesz marzła, do niższych temperatur dochodzi duża wilgotność powietrza, co potęguje uczucie zimna. Jeśli chodzi o Barcelonę, to z mojego doświadczenia wynika, że najgorzej jest w drugiej połowie stycznia i w lutym. Oczywiście można przetrwać, ale bez ogrzewania w domu, szczególnie w starych mieszkaniach, jest naprawdę ciężko – w tym roku byłam naprawdę zdesperowana. Jeśli masz CO (w niektórych nowszych mieszkaniach), to rachunki za gaz dochodzą do 400 euro. Już sama nie wiem, co gorsze. Nie wiem, jak jest w innych comunidades w północnej Hiszpanii, może tam wszystko jest lepiej przystosowane do zimna. A gdzie się przeprowadzasz?

      1. znaleźliśmy mieszkanie niedaleko stacji metra Joanic. Czy to dobra dzielnica? Ja nie mam rozeznania i jak do tej pory w Barcelonie byłam raptem 2 razy w życiu.

  11. Przerażające. Ja płacę 350 euro,mam basen wspólny (tylko na 5 mieszkan), 2 balkony i słonce …i 400 metrow do morza…kocham Andaluzję :D:D

    1. zazdroszczę:)) 350 euro za mieszkanie nad samym morzem plus balkony i basen….w Barcelonie za 350 możesz wynająć najwyżej pokój.

  12. a ja miałam tam lecieć ale dużo gadają o tym kryzysie i jak na razie przełożyłam wyjazd. Może ty mi powiesz jak jest na prawdę , tak źle jak mówią ?

    1. Dobrze na pewno nie jest, przyszedł czas wyrzeczeń, rezygnacji z rzeczy, do których się przyzwyczaiło, ale cóż robić. Podobno każdy kryzys to szansa (de las amenazas a oportunidades:) trzeba wziąć się do roboty i szukać nowych możliwości. Z jednej przeciętnej pensji (szczęśliwy kto ma tę pensję!) jesteś w stanie wynająć skromne mieszkanie i jakoś się utrzymać, ale zaoszczędzić jest trudno.

      1. no tak jak u nas w Polsce, ledwo ledwo ale jakoś daje się radę. zobaczymy jak bd to wyglądało za parę miesięcy

  13. Bardzo praktycznie opisane, dzieki za tyle cennych uwag ! W Hiszpanii bylem pierwszy raz ponad 15 lat temu, do Barcy jezdze ze 2 razy na rok, mam podobne doswiadczenia jesli chodzi o ciasnote zabudowan, ale sporo tu ciekawostek przeczytalem. Mucho surte…

    Serdecznie z francuskiej emigracji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *