Cadaqués, przylądek ze skały

Pamiętacie, że po zachodzie słońca wyruszyliśmy z Roses do Cadaqués. To miał być ostatni i najbardziej atrakcyjny punkt jednodniowej wycieczki brzegiem Costa Brava – plan, jak się okazało – niewykonalny. Trzeba było zdecydować – wracamy do Barcelony czy jedziemy do Cadaqués, tam nocujemy i rano zaczynamy zwiedzanie. A co ze zdjęciami?? Dwie karty pamięci prawie pełne, bateria na wyczerpaniu. W plecaku tabliczka czekolady, banany, sok pomarańczowy i biszkopty – damy radę! Jedziemy!

Krętą drogę do Cadaqués najlepiej przemierzać w zapadającym zmroku. Wijące się ostrymi zakrętami przez zbocza górzystego parku serpentyny, majaczące w oddali, jeszcze mieniące się czerwonymi odblaskami słońca masywy skalne, strzegące dostępu do Przylądka Krzyży, najbardziej na wschód wysuniętego punktu Półwyspu Iberyjskiego i wszechogarniająca cisza to pewne znaki, że celem tej podróży jest miejsce osobliwe.

Po ok. 40 minutach jazdy zza gór zaczęła się wyłaniać biała osada – zupełnie jak wioska Smerfów, położony za siedmioma górami, siedmioma lasami bajkowy zakątek. A w tej ukrytej i odciętej od świata wiosce zastaje nas ciepła noc, taka noc, na którą czeka się z utęsknieniem w upalny dzień śródziemnomorskiego lata, noc z lampką czerwonego wina przed knajpką na  jednej z wąskich, kamiennych uliczek, z krzątającymi się między stolikami i szurającymi dostawianymi krzesłami kelnerami, z włóczącymi się po placach i zaułkach turystami, którzy ani myślą o śnie, taka noc kipiąca energią, bardziej intensywna od dnia, ale beztroska, leniwa i sielankowa, bez zegarka i zdawać by się mogło – bez końca. Noc cieszących się prozaicznym urlopem wczasowiczów, noc cyganerii, noc artystów. W Cadaqués natchnienia szukali Salvador Dalí, Marcel Duchamp, Pablo Picasso, Joan Miró, Federico Garcia Lorca, Luis Buñuel, Bohumil Hrabal…Dziś do niedostępnego miasta w sezonie zjeżdżają Katalończycy i turyści (głównie Francuzi). Mieszkańcy Cadaqués, a jest ich niespełna 3 tysiące, mają hotele, restauracje, sklepy, zakładają agencje nieruchomości i oczywiście łowią ryby.

Na rzucenie się z wir nocnego życia nie pozwalało nam ogromne zmęczenie i podstawowe pytanie: gdzie będziemy spać? Choć w takim miejscu jak Cadaqués moglibyśmy rozbić swoje chiringuito w jednej z mikroskopijnych i ukrytych w skałach zatoczek, ale jednak wolałam tradycyjny prysznic i łóżko z materacem. Nie mieliśmy szczoteczek do zębów ani koszulek na zmianę, ale na szczęście zabraliśmy ze sobą laptopa z internetem. W ciągu 15 minut znaleźliśmy najtańszy (55 euro za noc) i – jak się okazało bardzo przyzwoity – kameralny hotelik (w Cadaqués wszystko jest kameralne i mikro) i zrobiliśmy rezerwację (Hotel Can Pepín – polecam).

Rozciągające się na powierzchni nieco ponad 25 kilometrów pueblo można zwiedzić w ciągu jednego dnia. Pierwsza ruta to spacer krętymi, opadającymi i wznoszącymi się ścieżkami z łupków skalnych, między bielonymi wapnem domami, które co krok urzekają oryginalnym wystrojem restauracji, ścian, balkonów, okien…Drugą trasę wyznacza nadmorski deptak, który otacza całą wcinającą się ostro w ląd zatokę. To malownicze położenie sprawia, że będąc na lądzie można podziwiać i fotografować miasto z perspektywy morza.

 

Do Cadaqués można dotrzeć tylko jedną drogą lądową. Jeśli nie zdecydujecie się na samochód, możecie jechać autobusem firmy Sarfa. Z Barcelony z dworca autobusowego Estacio del Nord busy odjeżdża dwa razy dziennie o godz. 12.00 i 19.00 oraz 12.00 i 20.45 w soboty, niedziele i święta, podróż trwa 2 godz. 45 min. Bilet zwykły kosztuje 24,30 euro w jedną stronę. Dokładne informacje o trasach i cenach znajdziecie na stronie www.sarfa.com.

Jak zaplanować podróż?  Jedna z opcji to wycieczka objazdowa przez Costa Brava z kilkoma dłuższymi lub krótszymi przystankami, w miejscach, które polecam tutaj. Druga to podróż szlakiem Salvadora Dalego, przez Figueras ze słynnym teatrem i muzeum poświęconym artyście. Wcześnie możecie zatrzymać się w Púbol, gdzie znajduje się zamek, który Dalí podarował Gali, żonie i muzie, i gdzie mieszkał po jej śmierci. Kolejnym punktem trasy byłoby Cadaqués (tutaj urodził się ojciec artysty i tutaj Dali poznał żonę), a właściwie położona obok wioska Portlligat, gdzie znajduje się dom artysty (oczywiście niezwykły i surrealistyczny), w którym mieszkał z żoną do 1982 roku. Dokładne informacje dotyczące zwiedzania wszystkich obiektów znajdziecie tutaj. Trzecia trasa może prowadzić bezpośrednio do Cadaqués, stamtąd do Portlligat i na końcu na skalisty Przylądek Krzyży (Cabo de Creus, kataloński Cap de Creus), targany dzikim, „mieszkającym za górami” wiatrem tramontana. Tym razem tam nie dotarłam, ale chciałabym któregoś dnia jako pierwsza na półwyspie zobaczyć wschodzące słońce.

Właściwie to była szalona i nieprzewidywalny wyprawa do szalonego (niegdyś) miasta.

Więcej zdjęć z Cadaqúes y Costa Brava znajdziecie tutaj.

8 odpowiedzi do “Cadaqués, przylądek ze skały”

  1. Na mnie zawsze robią wrażenie idealnie białe ściany domostw, intensywnie lazurowe zdobienia i kamienne uliczki tylko dla pieszych. Jeden dzien to chyba za mało, w takim miejscu chce się po prostu utknąć…

  2. Kasiu, mam do Ciebie pytanie. Czy wycieczka z Girony do Figueres, Cadaques i Port Lligat w jeden dzień ma sens? Siedzę i myślę jak to sensownie rozegrać i na razie poległam. 🙁
    Z Girony do Figueres można dojechać czymś innym niż Barcelona Bus?
    Z Figueres do Cadaques chyba tylko Sarfą, z Cadaques spacerkiem do Port Lligat.
    Dobrze kombinuję?

    Help! 😉

    1. w jeden dzień mogłoby się to udać, ale z noclegiem w Cadaques najrozsądniej. do Cadaques jadą autobusy dwa razy dziennie. z Girony do Figueras jedzie też pociąg.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *