Marzena i Daniel, zaręczyny w Barcelonie I L’Eixample, Paseo de Gracia

Uwielbiam, kiedy na romantyczne zdjęcia wdziera się życie ulice, przejeżdżają rowerzyści, zaglądają przechodnie, spacerują turyści. Takie jest żywe miasto, nie oderwany od rzeczywistości kadr. I tak było tym razem. Takie zawsze jest centrum Barcelony.
Do tego niezwykły klimat Paseo de Gracia i dzielnicy L’ Eixample, eleganckiej, energicznej, romantycznej. W Barcelonie na każdej ulicy można znaleźć wspaniałe miejsce na zaręczyny. Tym razem wybrałam kawiarnię o znaczącej nazwie Te Quiero 😀 Para zjawiła się tam o umówionej godzinie, ona oczywiście niczego nie podejrzewała. Daniel podszedł do baru pod pretekstem zamówienia kawy, zabrał bukiet białych róż, ukryty na krześle kilka stolików dalej, zabrzmiały dźwięki wybranej przez niego piosenki Let’s go out The Blue Nile i już wszystko stało się jasne 😀 Potem przeszliśmy na pobliskie Paseo de Gracia. Marzena nie mogła chodzić dużo, bo akurat przed przyjazdem złamała sobie palec u nogi, w dodatku nabawiła się przeziębienia i musiała brać antybiotyki. Na szczęście podróż do Barcelony okazała się najlepszym lekarstwem i wspaniałą niespodzianką 😀

 

Paulina i Piotr, zaręczyny na Costa Brava I Blanes

Gdy Piotr prosił o rękę Paulinę, dobiegały nas dźwięki marszu ślubnego Wagnera. Panna młoda schodziła po schodach Goethe do Altany Linneusza, najsłynniejszego miejsca w ogrodzie botanicznym Marimurtra w Blanes. W tym malowniczym zakątku tego popołudnia odbywał się ślub, dlatego zaręczyny ….zrobiliśmy tuż obok! Żar lejący się z nieba, tropikalne rośliny, pasja i miłość młodej pary, słoneczniki, ulubione kwiaty Pauliny i jej kwiecista sukienka – wymarzona atmosfera gorącego lata! Tylko szampan, który zaserwował parze mój mąż, był idealnie zimny.

 

Andżelika i Darek, zaręczyny w Barcelonie I Park Cytadela, Born

Darek chciał poprosić o rękę Andżelikę w Parku Güell, ale w ostatniej chwili zdecydował się na Park Cytadela (Parque de la Ciudadela) w pobliżu hotelu, w którym się zatrzymali. Tam też wybrali się na pierwszy spacer po mieście i miejsce bardzo spodobało się Andżelice. Para przyjechała do Barcelony tylko na dwa dni. Towarzyszył im brat Darka z przyszłą żoną. Było bardzo mało czasu, musieliśmy się spotkać przed zaręczynami w tajemnicy, aby sfinalizować formalności. Następnego dnia miałam odebrać bukiet. Darek z bratem zaraz po wylądowaniu wieczorem w El Prat powiedzieli swoim dziewczynom, że idą wypożyczyć samochód i …przyjechali do mnie 😀 Faktycznie mieli w planie wypożyczyć auto, tylko zabrało im to zbyt wiele czasu i dziewczyny na lotnisku zaczęły się trochę niepokoić 😀 Andżelika oczywiście do ostatniej chwili niczego nie podejrzewała. W parku szczęśliwym trafem od razu wpadliśmy sobie w oczy, oczywiście mój mąż pierwszy wypatrzył idącą w kierunku wejście czwórkę elegancko ubranych młodych ludzi. Brat Darka ustawił naszą parę przodem do słynnej fontanny do zdjęcia, które miał zrobić 😀 Wtedy my zjawiliśmy się niespodziewanie z tyłu z kwiatami, pierścionkiem i obiektywami. Zdziwienie i radość Andżeliki zobaczycie na zdjęciach. Filmowa para! 😀

Agnieszka i Michał, zaręczyny w Barcelonie I Dzielnica Gotycka, Stary Port

Pamiętacie Agnieszkę i Michała i ich wzruszające zaręczyny na plaży w Barcelonie? Michał zapomniał pierścionka, potem zakochani pomylili kierunki i ostatecznie zaręczyny były w innym miejscu niż zaplanowaliśmy, z moją obrączka i z potokiem łez szczęścia i wzruszenia 😀 W tym roku w marcu para przyjechała do Barcelony na tydzień, żeby zobaczyć na żywo aż dwa mecze Barcy. Michał chciał zrobić niespodziankę wybrance i swoim rodziców, którzy towarzyszyli parze w podróży, właściwie przedślubnej, bo w maju Agnieszka i Michał wzięli ślub! Niespodzianką miała być sesja zdjęciowa. Umówiliśmy się na Plaça Reial w samym sercu Dzielnicy Gotyckiej. Kiedy rodzinka relaksowała się na tarasie, popijając kawę i sangrię, pojawiłam się ja, celując w nią niespodziewanie obiektywem. Rodzice Michała byli zachwyceni Barceloną i świetnie odnaleźli się w klimacie miasta. Żartom nie było końca! Po kawce (a może dwóch? :)) ruszyliśmy „w miasto”.

Iwona i Darek, zaręczyny w Barcelonie I Tibidabo

To było wietrzne i słoneczne popołudnie na Tibidabo. Umówiliśmy się na wzgórzu pod kościołem. Było tak zimno, że para postanowiła poczekać na nas w środku. Gdy Darek dostał wiadomość, że jesteśmy na miejscu, wyszedł z kościoła i zostawił torbę i plecak z zakupami przed wejściem, a my – ja i Edu z kwiatami – tuż obok ukryci czekaliśmy, aż pojawi się na placu z ukochaną i pokaże jej, jaki piękny widok rozciąga się z góry. Iwona obserwowała nas podejrzanie, bo kręciliśmy się przy pozostawionym pod ścianą kościoła bagażem 😀 Tymczasem my czekaliśmy na odpowiedni moment, aby podbiec z kwiatami 😀 To były dla mnie szczególne zaręczyny i szczególna sesja, bo pierwsza robiona nowym, wymarzonym sprzętem, z którym wyszłam ze sklepu dzień wcześniej wieczorem :). Dziękuję Wam z zaufanie i za te zdjęcia!

 

Ania i Jacek, zaręczyny w Barcelonie I Park Güell

Jacek poprosił Anię o rękę pod Magicznymi Fontannami, a sesję zrobiliśmy następnego dnia w Parku Güell. Ucieszyłam się bardzo, gdy Jacek wybrał właśnie to miejsce na zdjęcia. W Parku Gaudiego byłam wiele razy, ale po raz pierwszy miałam fotografować w nim zakochanych :D. Wrzesień to w Barcelonie ciągle pełnia sezonu turystycznego, w parku był taki tłok, że trudno było nam znaleźć wolne miejsce na ławce! Ale to, co mogłoby być przeszkodą dla sesji, okazało się bardzo dobrym tłem dla naszego miłosnego reportażu.

 

 

Ania i Paweł, zaręczyny w Barcelonie I Park Cytadela

W tym roku robiłam zdjęcia kilku parom biorącym ślub i zaręczającym się w Barcelonie. Niektórym pomagałam w organizacji, a właściwie pomagaliśmy, bo gdyby nie mój mąż…być może do zaręczyn by nie doszło 🙂 Przed przyjazdem do Barcelony, Ania i Paweł wysłali mi swoje wspólne zdjęcie. W dniu zaręczyn, późnym popołudniem mieliśmy się znaleźć pod fontanną w Parc de la Ciutadella. Szukałam kilka minut, chodziłam po okolicy tam i z powrotem i nic! W parku tłumy, szanse na znalezienie jednej pary były nikłe, choć wydawało mi się, że będzie to łatwe zadanie. Wróciłam na ” stanowisko” i do akcji wkroczył Edu. Od razu obrał dobry kierunek poszukiwań, za 20 sekund był już przy mnie i stwierdził, że znalazł naszą parę! A przed wyjściem z domu zaledwie raz, w biegu, z daleka rzucił okiem na ich zdjęcie!! Edu zaprowadził mnie na miejsce i w bezpiecznej odległości, zza krzaka przyglądaliśmy się siedzącej na trawie dziewczynie. Ania na zdjęciu miała kok, tego dnia włosy miała rozpuszczone, Edu zobaczył z daleka tylko jej profil i już był pewny, że to ona! Potem zjawił się i Paweł, który właśnie oddalił się od dziewczyny, aby do mnie zadzwonić. Było jeszcze kilka kontrolnych smsów, bo musiałam się upewnić, że to właściwa para i ruszyliśmy do akcji 😀 Poniżej zdjęciowy efekt naszego spaceru po parku 😀

Greta i Piotr: zaręczyny w Barcelonie I Magiczna Fontanna

Było dokładnie tak, jak Piotr sobie wymarzył: wieczór w Barcelonie, Magiczna Fontanna, pękaty bukiet czerwonych róż, pierścionek zaręczynowy, oklaski, pocałunki, romantyczna kolacja…”Nie podejrzewałam, że Piotrek oświadczy mi się właśnie teraz i tutaj, ale wiedziałam, że kiedyś weźmiemy ślub i że będziemy do końca życia razem” – wyznała Greta. Czyż nie brzmią pięknie takie słowa w ustach 19–latki? 🙂 A Piotr ma dopiero 21 lat! Spędziłam z nimi pół godziny, z Piotrkiem korespondowałam mejlowo cztery dni i jestem w stu procentach pewna, że będzie tak, jak mówi Greta. Wspaniałe jest to, że można dziś spotkać tak inteligentnych, wrażliwych, skromnych i dojrzałych młodych ludzi.

Plan był taki, że będziemy pod fontannami około godziny 20.30, pół godziny przed przestawieniem, gdy jeszcze nie ma tłumów i będzie możliwe, że zlokalizujemy się wzrokowo. Dzień wcześniej Piotrek wysłał mi swoje zdjęcie przedstawiające, jak będzie ubrany, a ja powiedziałam mu, jak wyglądam. Są! Siedzą na schodach pod fontannami od strony pałacu. Przemaszerowałam kilka razy przed ich oczami w nadziei, że Piotrek mnie zobaczy i już spokojnie (? 🙂 ) będzie oczekiwał na rozwój wydarzeń. Ważący dwa kilo bukiet 30 czerwonych róż owiniętych w czerwony, maskujący papier dźwigał mój mąż, który siedział na ławce w bezpiecznej odległości. A kwiaty wieźliśmy w wiadrze z wodą – jak przykazała kwiaciarka – bo w 30–stopniowym upale mogłyby nie wytrzymać podróży.  Zbliżała się godzina 21. Piotrek i Greta wstali i zbliżyli się do fontanny, zagrała muzyka, zaczął się kolorowy spektakl. Ja usadowiłam się z aparatem tuż za moją parą. Piotrek rozglądał się nerwowo (byłam pewna, że mnie w końcu zauważył!), szepnął coś Grecie do ucha i się oddalił (wc oczywiście 😉 ). To znaczy, że za chwilę będzie do mnie dzwonił. „Nie widzę cię, gdzie jesteś?”, „Za tobą :D”. Piotrek już spokojniejszy (chyba!) wrócił do swojej ukochanej i lewą dłoń wysunął do tyłu, jak w sztafecie. Teraz trzeba czekać na odpowiedni moment, żeby w tę dłoń niepostrzeżenie wsunąć mu bukiet! Mój mąż (sokoli wzrok i świetna orientacja w terenie!) już znalazł się obok mnie z kwiatami. „Czekamy na romantyczną piosenkę, ściągnij ten papier”.  „Jeszcze nie, jeszcze nie teraz, następna, teraz!”. I stało się! Piotrek, niczym królika z kapelusza, wyciągnął zza pleców bukiet czerwonych róż i klęknął. Były szepty, długie pocałunki, łzy wzruszenia, gorące oklaski 😀 Przedstawienie się skończyło, romantyczny wieczór trwał. Zawieźliśmy młodych zakochanych do włoskiej restauracji (tak jak wymarzył sobie Piotrek) i zostawiliśmy ich oszołomionych i szczęśliwych w otoczonym ogrodem patio.

„Było tak zaskakująco, tak super, tak romantycznie! I potem ta restauracja! Dania przepyszne, ale tyle emocji, że aż ciężko było przełknąć. Nie wiem, co jeszcze powiedzieć, mam nadzieję, że Wam też choć trochę się podobało. I te kwiaty! No nie wiem, jak Ci dziękować! Perfect memories” . To ja Wam dziękuję i wszystkiego NAJLEPSZEGO!!

 

 

Agnieszka i Michał, (moje pierwsze) zaręczyny w Barcelonie I Barceloneta

„Dramat, nie wziąłem pierścionka”, napisał mi Michał w chwili, gdy zespół w oczekiwaniu na zakochaną parę grał już piątą piosenkę, gdy plażę w Barcelonie zaczął spowijać mrok, gdy miało już być po zaręczynach! „Spróbuję kupić coś po drodze, pierścionek do 50 euro”, „Idziemy do was”, tak brzmiały kolejne SMS–y. W końcu telefon: „Już jesteśmy obok tego wielkiego hotelu w kształcie żagla, ale cię nie widzę”, informuje mnie Michał. Dramat! „To nie tam! Miałeś iść w przeciwnym kierunku, wzdłuż Paseo Marítimo!! Nie ruszaj się, jedziemy po was!”. A co było wcześniej i co wydarzyło się później? Przeczytajcie!  😆 Czytaj dalej Agnieszka i Michał, (moje pierwsze) zaręczyny w Barcelonie I Barceloneta