Bio

Katarzyna Wolnik – Vera:

z wykształcenia filolog, z zawodu dziennikarz i fotograf.

Najdłużej, ponad 7 lat, pracowałam w Dzienniku Zachodnim, poza tym byłam związana m.in. z portalem internetowym Rynek Zdrowia, prowadziłam spotkania autorskie w księgarni Świat Książki.

Od 2010 roku mieszkam w Katalonii, piszę, komentuję, fotografuję, organizuję śluby i zaręczyny w Barcelonie.

W lipcu 2014 roku nakładem wydawnictwa Burda Polska National Geographic ukazała się moja książka Przystanek Barcelona.

Zapraszam Was do oglądanie moich sesji zdjęciowych na stronie  www.photosbcn.com.

Chciałam tu wkleić linki do tekstów, których pisanie i do których zbieranie materiału z różnych względów sprawiło mi największą przyjemność, ale przeszukiwanie internetu (i pamięci!) w poszukiwaniu artykułów z 10 lat to nie lada wyzwanie  Na razie więc wrzucam coś z tego, co Google zdecydowało się nam pokazać (czasem w różnych dziwnych miejscach;) i co mogłoby Was zainteresować (np. podróże).

Kret na pogodę

Gwarnie i kameralnie w Asyżu

Odszedł Kapuściński, kto teraz objaśni nam świat

Hrabianka od win

Złote gody w Brukseli

Bez makijażu nie wychodzę na boisko

Książka jest jak ogórkowa

Psy żadnej pracy się nie boją

Amerykańska historia

Przepytują mnie:

Katalończycy chcą niepodległości, ale w Europie

Wywiady z podróżnikami

Inspiracje, ciekawe miejsce i najlepsze blogi o Barcelonie

Barcelona rozkochuje

Myślę o Śląsku, gdy Katalończycy tańczą sardanę

Miłego odbioru!!

Dlaczego Barcelona? Przypadek. A może przeznaczenie…? Wyjazd turystyczny do Hiszpanii marzył mi się już w podstawówce, a w języku hiszpańskim zakochałam się od pierwszego …usłyszenia. I w końcu się stało. Uważaj, o czym marzysz, bo może się spełnić… 😉 I spełniło się akurat w tym najwłaściwszym momencie, kiedy sygnał „muszę coś zmienić w swoim życiu!” był już bardzo głośny. Magiczna „trzydziestka”? 🙂 Pewnego dnia spacerowałam słynną aleją Paseo de Gracia w Barcelonie i przypomniałam sobie pewną scenę, gdy jako dziewczynka przeglądam rodzinną kolekcję widokówek (a robiłam to często) i na jednej z nich była Pedrera Gaudiego. To chyba pierwszy obraz Hiszpanii, jaki zapisał mi się w pamięci. I gdzie dzisiaj jestem!

Blog Przystanek Hiszpanie powstał ponad cztery lata temu, w marcu 2010 roku, od tego czasu zmieniły się: jego szata graficzna, moje spojrzenie na miasto, zdjęcia…Najstarsze wpisy różnią się więc trochę od tych z ostatnich lat.

Dlaczego powstała ta strona? Z potrzeby pisania, która widać zostaje, nawet po zrezygnowaniu z etatowej pracy dziennikarskiej i mocnym postanowieniu, że po wielu latach zajmowania się życiem innych ludzi, w końcu zajmę się życiem swoim 😉

Zapraszam Was do zwiedzania, czytania, komentowania!! Zapraszam do współpracy. I oczywiście do Katalonii i Hiszpanii!

56 odpowiedzi do “Bio”

  1. No brawo! Oby zapału nie zabrakło… Bo warto takie umiejętności przelewać na papier, blog… Dzielić się z nami swoimi przeżyciami, bo jesteś szczęściarą, które jest tam a my tutaj 🙂
    I do tego połączenie Hiszpanii z Ameryką Południową – moja pasja!
    Pozdrawiam i życzę wytrwałości!

  2. podziwiam Panią…tez mam marzenie by nauczyć się perfect hiszpańskiego i tam kiedyś zamieszkać z hiszpańskim macho..;) ale wiadomo życie swoimi prawami się rządzi;) pozdrawiam

  3. ta pierwsza Agnieszka (aguita) to ja druga nie 🙂 W Hiszpanii nie ma macho, jest tylko mucho, wszystkiego jest mucho 🙂 najwięcej tego co podnosi adrenalinę i sprawia, że tam chce mi się żyć!

  4. Kaska.. cos mi to przypomina… 😉 choc Rumunia nigdy nie byla moja pasja, marzeniem… ani nie myslalam o tym, zeby uczyc sie Rumunskiego 😉
    Aga 🙂

  5. Hej
    Chyba już wszystko przeczytałam gratuluję determinacji i zdecydowania. Jestem na samym początku tej drogi a nawet w fazie jej planowania dlatego chłonę wszystko co piszesz:) i bardzo dużo cennych wskazówek już wyczytałam. Mam jednak tysiąc pytań i jeśli Cię to nie przeraża to bardzo proszę o kontakt na priv:) mojego maila chyba masz:)

  6. Oooo rety to dokładnie to co teraz przeżywam! Właśnie dostałam pracę w Gironie, więc przygodo przybywam! Nie wspomnę o magicznej trzydziestce na karku, kochaniu który nie wiem czy ze mną pojedzie i o wszystkich innych pytaniach co teraz kłębią mi się w głowie. Ale jedno jest pewne JA jestem gotowa i chcę zmienić moje życie. Wiem z doświadczenia jak ciężka ale też i cudowna jest emigracja. Może to się stało już jakimś nałogiem, ale wiem że Polska to nie jest to, zimno, śnieg, i ludzie potrącający mnie w metrze jestem na skaraju nerwicy 🙂 Hiszpanii przyznam, że nie znam, języka też nie więc już się zagłębiam w lekturę Twojej strony, z której sie pewnie baaardzo dużo dowiem.
    Powodzenia i sukcesów,
    M.

    1. Witam!!Gratuluje Kasi super blogu! Oby tak dalej trzymac!
      Moniko, jestes w Gironie? Ja tez, wraz z calym pakunkiem przygod:-) Chetnie bym Cie poznala! Pozdrawiam serdecznie wszystkich

      1. cześć Justyna! dzięki! właśnie odwiedziłam twoją stronę:) W Gironie jeszcze nie byliśmy, ale wydaje mi się, że klimat miasta sprzyja artystom;) pozdrowienia!!

      2. hihi Just! Wlasnie to odczytalam! Boziu rok minal, tyle wina uplynelo i kto by pomyslal ze i tak nasze drogi sie skrzyzuja! Czyli jednak to bylo przeznaczenie 🙂

  7. praca w Gironie- super! więc witaj przygodo! kiedy zaczynasz? ja czułam podobnie w grudniu zeszłego roku, kiedy w Polsce były takie mrozy, że myślałam, że odpadną mi palce, kiedy spędzałam godzinę w autobusie stojącym w korku, kiedy już miałam wszystkiego dosyć…a potem, już w Hiszpanii…masz rację, emigracja bywa i cudowna, i bardzo ciężka…ale ty chyba nie pierwszy raz się wybierasz w taką podróż? 😛 też trzymam kciuki i czekam na wieści!!

    1. O widzisz nie wiem jak to zrobilam ale dopiero teraz odczytalam Twoja wiadomosc. Jestem w Gironce juz od kwietnia 2011r! Ten czas leci jak szalony! Ale ani chwilke nie zalowalam ze podjelam to ryzyko i ze jednak przyjechalam. Miasto jest piekne, ludzie klawi, costa brava nadal zaskakuje i zachwyca! Po prostu w koncu zyc nie umierac! No i jednak ten moj kawaler tez sie zdecydowal przyjechac, wiec razem razniej i stawiamy czola tym wszystkim Hiszpanom 🙂
      Tak jak zgadlas nie pierwszy raz juz emigruje, ale kolejny raz sie utwierdzilam w przekonaniu ze to jest wlasnie to co lubie! Moze glupie, ale jak nie otacza mnie obcosc innego kraju to czuje ze marnuje czas…Uwielbiam te codzienne male wyzwania w stylu kupie bilet po hiszpansku, poprosze o pan a nie bread sprzedawczynie itp itd 🙂 Ale moze to jednak slonce tak cudowanie mnie nastwia do zycia tutaj…no i fakt ze nie ma METRA i popychajacych ludzi a do pracy chodze na piechotke (30min) lub autobusem 10…La vie est belle 🙂
      Pozdrawiam goraco z cudownej Gironki.

  8. świetny blog, gratuluję odwagi i zapału do wyjazdu i prowadzenia bloga:) Barcelona to jedno z moich ulubionych miejsc, byłam dwukrotnie, ale jestem pewna że na tym nie koniec, to miasto i cała Katalonia mnie fascynuje, niedawno rozpoczęłam naukę hiszpańskiego i katalońskiego, moim marzeniem jest kiedyś zamieszkać w tym mieście,może się uda:) powodzenia w Twojej przygodzie, pozdrawiam z wiosennego dziś bardzo śląska. p.s. dworzec w Katowicach ciagle „w toku” ;0

  9. ach i zapomniałam dodać,że moje życie już jest związane z Barceloną poprzez różne projekty związane z FCB, która jest jedną z moich największych miłości 😉

  10. cześć Doris!! ale niespodzianka! fajnie kogoś ze Śląska spotkać na blogu! mam nadzieję, że twoje marzenia się spełnią i że spotkamy się kiedyś w BCN:) ja nie wiem jeszcze, jak długo tu zabawię;) możesz się śmiać, ale tęsknię do Katowic. info z placu budowy docierają do mnie na bieżąco;) ale bym się śmiała, gdybym faktycznie wróciła wraz z końcem przebudowy:D ciekawe te powiązania z FCB:P a uczysz się języków na kursie? wiem, że z katalońskim jest problem. ja zaczynałam hiszpański w Porto Alegre, nie wiem, czy nie są jedyni w okolicy z katalońskim.

    1. witam Kasiu:) w BCN mam zamiar pojawić się niedługo (z pewnością znowu mecz:P) ale na razie muszę zapracować na wyjazd 😉 ja studiowałam w Katowicach i też czasem tęsknię, chociaż bywam często w tym mieście, dla mnie Katowice mają coś w sobie, trudno to określić ale mam do nich sentyment 😉 ja co jakiś czas pojawiam się na „tymczasowym dworcu” przy okazji wizyt w Katowicach, i jestem mile zaskoczona jak to wygląda, mimo oczywistego chaosu 😉 języków uczę się jak na razie na własną rękę, na początek całkiem całkiem, hiszpański z BBC 😉 a kataloński z parla.cat – projektu Generalitat, ten drugi jest naprawdę fajnie przygotowany i wciągnął mnie, choć dopiero zaczynam przygodę z tym językiem, oczywiście popchnęła mnie do tego FCB, bo „pracuję” przy kilku projektach medialnych związanych z klubem, więc kataloński jest bardzo przydatny, pierwsze słowa po katalońsku to oczywiście słowa hymnu FC Barcelony, ale bardzo wciągnęła mnie katalońska muzyka, szczególnie Manel i takie klasyki jak Sau czy wiecznie aktualne piosenki LLuisa Llacha (:P), więc praktycznie w moim mieszkaniu najczęściej słuchać radio TotCat albo ICatfm (oba kanały z Catalunya Radio) no i odkryłam katalońskie poczucie humoru w postaci Crackovii na TV3 (którą, ku swojemu zaskoczeniu znalazłam na rodzimej cyfrze;)), Polonia z tej samej stacji jest dla mnie jeszcze zbyt trudna, bo trudno nadążać mi za wszystkimi politycznymi i społecznymi wydarzeniami w Katalonii, ale być może to kwestia czasu;) a kiedy już mam za dużo (?) katalońskiego to przerzucam się na hiszpańskie rytmy ale też barcelońskie, tzn Estopa i Facto Delafe y Las Flores Azules, w sumie sama nie wiem czemu, ale Katalonia jest mi bliska, może to przez Sant Jordi i „naszego” św. Jerzego z parafii, z której pochodzę 😉 szkoda tylko, że u nas w odpust nie dostajemy róż i nie wręczamy książek, choć ja wolałabym książki dostać, bo one są zdecydowanie trwalsze niż kwiatki 🙂 pozdrawiam serdecznie, i oczywiście dodaję Twój blog do mojej listy „do przeczytania”

      1. Edu znalazł ostatnio jakieś kursy katalońskiego w necie, to ci podeślę linki, a może to właśnie parla.cat był.. ja jakoś do katalońskiego nie mogę się przekonać, przynajmniej na razie nie chcę sobie mieszać w głowie z hiszpańskim, bo wiem, że mogą być problemy. mam na kursie taką Włoszkę, która zna hiszpański, francuski i kataloński, no i włoski oczywiście. nie miała problemów z nauką języków, bo wszystkie trochę podobne są, ale powiedziała mi, że to, co powinno ułatwiać życie, niestety czasem utrudnia i w efekcie sporo słów jej się miesza. za to uwielbiam, tak jak ty, kataloński w piosence! zakochałam się w katalońskiej rumbie! piszesz o parafii św. Jerzego, teraz myślę, gdzie na Śląsku św. Jerzy…hmmm:)

        1. tak, języki są podobne i trochę mogą się mieszać, ale o ile hiszpański dość dobrze rozumiem (np w radio czy tv) o tyle kataloński łatwiej mi czytać niż słuchać, ale powolutku, poco a poco idę do przodu, o tak rumba catalana jest świetna, choć na początku mnie nie zachwyciła, mam nadzieję, że kolejna wizyta w Barcelonie pozwoli mi zaliczyć wieczór z rumbą i jakiś koncert (oczywiście mecz obowiązkowo;))
          a św.Jerzy jest w Goczałkowicach 😉 od dobrych kilkuset lat czuwa:)

  11. Widzę Doris, że mamy bliskie zainteresowania, FCB i nie tylko 🙂
    Chętnie popiszę, w celu wymiany wiad. i ciekawostek hiszpańskich i katalońskich lub nauki przez net języka.
    Zakochanym w Katalonii gadu podam przez maila: aldonka831@wp.pl
    Saludos!

  12. Witam!:)
    Trafiłam na bloga właściwie przypadkiem, ale coś czuję, że tu zostanę.;)
    Bardzo, bardzo mi się podoba to dziennikarskie spojrzenie na Hiszpanię właśnie z Hiszpanii (czy też Katalonii).
    Studiuję filologię hiszpańską i aktualnie jestem chyba na etapie zmęczenia materiałem (to już szósty rok uczę się hiszpańskiego; na pierwszym roku zajęcia były ciekawe, a teraz już jakoś tak mniej…) i mam wrażenie, że ten blog pomoże mi w ponownej fascynacji Hiszpanią.:) Ostatnimi czasy jestem raczej na etapie fascynacji katalońskim.
    W Barcelonie byłam raz i bardzo mi się to miasto podobało. Co prawda strasznie w nim dużo turystów i nie wszyscy wiedzą jak odnaleźć czar tego miejsca, ale miasto samo w sobie jest cudowne. Może bym w nim nie zamieszkała, ale jest całkiem niedaleko Tarragony, w której również się zakochałam.;)

    Saludos.

    1. cześć Aga! bienvenido a mi blog:D widzę, że prowadzisz blog olimpiady języka hiszpańskiego. i filologia hiszpańska…! super! moim „skromnym” marzeniem jest połączenie znajomości języka, jaką dają studia filologiczne ze swobodą i naturalnością porozumiewania się, jaką daje przebywanie w Hiszpanii i obcowanie 24 godz. do dobę z żywym językiem. myślisz, że to możliwe?;P
      szósty rok na studiach? to miałaś jakiś rok zerowy? co do Barcelony, zgadzam się, ja sama ciągle szukam tego czaru i czasem jawią mi się jakieś przebłyski w konkretnych miejscach;) pozdrowienia!

      1. Myślę, że wszystko jest możliwe.;) W końcu taka właśnie filologiczna znajomość języka obejmuje też aspekty kulturowe, a gdzie lepiej je poznać jeśli nie w Hiszpanii?;)
        A co do filologii, to jestem na drugim roku. Wcześniej po prostu chodziłam do czteroletniej klasy hiszpańskiej w liceum i dlatego to sześć lat.;)
        Ja w Barcelonie uwielbiam na przykład dzielnicę gotycką. Czasami miałam wrażenie, że to miejsce jest zaczarowane, bo jak chciałam gdzieś trafić, to mi to nie wychodziło, a później znajdowałam coś pięknego zupełnym przypadkiem…:)

  13. Witam.
    O!!! jak ja się cieszę że nie jestem tą jedyną, która z powodu miłości do człowieka zostawia Polskę, i podąża do zupełnie obcego kraju.
    Tak , tak, jakieś podobieństwo.. magiczna 30 ;), piękna Barcelona, choć szczerze mówiąc to z miłości, mogła bym i na Syberię wyjechać, ale na szczęście, to jest urokliwa Barcelona. W prawdzie ja mieszkam jeszcze w Polsce, ponieważ są też wyższe sprawy , takie jak dziecko i uzyskanie zgody na wywiezienie dziecka… ale co jakiś czas jeżdżę do Barcelony. Na razie mam problem z odnalezieniem się , samej w tym mieście, pewnie z powodu braku znajomości hiszpańskiego, ponieważ znajomość angielskiego , jakoś mało mi się tam przydaje.. ALE CO NAS NIE ZABIJE , TO NAS WZMOCNI 😀
    A przy moim ukochanym czuję się bezpiecznie , więc nie obawiam się takiego kroku, bo lepiej powiedzieć sobie kiedyś w życiu.. że się spróbowało czegoś, i nie wyszło, ..lub wyszło ;).., niż zastanawiać się , co by było gdyby ?
    13 przyjeżdżam na weekend.
    W poniedziałek 16.05 będę wolna od rana do popołudnia, więc jeżeli jest ktoś kto ma czas tego dnia, i chciał by się spotkać to ja bardzo chętnie.
    Zajrzę tu za jakiś czas to może ktoś się odezwie.
    Pozdrawiam.

    1. cześć Ania! ja akurat wczoraj 13 miałam ostatni na kursie egzamin z języka, a w poniedziałek mamy małą fiestę grupową na zakończenie kursu:) a kiedy przyjeżdżasz na dobre albo kiedy będziesz następnym razem? chętnie się spotkam!!

          1. Nie wiem w sumie jak Ty Kasiu dysponujesz czasem w środku tygodnia, bo rozumiem że pewnie praca , lub inne obowiązki. Ale jak byś miała ochotę, to spokojnie nawet na mój e-mail się odezwij to się będziemy mogły umówić na jakiś spacerek do parku,na plażę czy po prostu siąść pod katedrę, ponieważ to jest ulubione miejsce mojej córki. Pozdrawiam

  14. Hola, hallo, Dzień Dobry,
    podoba mi się, ze są ludzie co sobie nawzajem pomagają.
    Nie zawsze musi to być materialna pomoc. Nieraz słowo
    jest tym co nam pomoże i uspokoi.
    Życzę Wam, obecnym mieszkańcom Hiszpani
    by się wasze życie na obczyźnie po waszej myśli układało.
    Do usłyszenia.
    Richard

    1. dzień dobry!! pozdrowienia ciepłe do Niemiec przesyłam, z którymi też wiele mnie łączy..:) a z córką chętnie się spotkam, może do mnie napisać i coś ustalimy:)

  15. Gratuluje zakonczenia kursu. Kiedy ja taki rozpoczne to sie okaze. Napewno w czerwcu przyjade i jakis czas zostane. Bo w serpniu musze byc w polsce. I jak dobrze pojdzie to moze w sierpniu juz na stale wroce. ale jak cos to w poniedzialek musze sie wybrac do miejsca w ktorym jest informacja i biblioteka dla polakow, a jak bedzie dobra pogoda to na plaze jeszcze zachacze. A pod wieczor znow do polski.

  16. Kasiu idzesz ta sama droga , ktora i ja wybralam w 2005 roku w bardzo podobnych okolicznosciach trafilam jednak na poludnie Hiszpanii , kocham to miejsce jakby bylo moje od tysiecy lat i odnalazlam je dzieki Niemu, ktory pojawil sie w moim zyciu niespodziewanie i nagle, ale rowniez mialam wrazenie ze znam , kocham go niewiedziec od jak dalekiego czasu…
    Poniekad wiec jestes mi bliska . Pozdrawiam Cie serdecznie…

    1. cześć Bea! czyli to znaczy, że już szósty rok w Hiszpanii jesteś! jesteś szczęśliwa? co porabiasz? już na zawsze tutaj? ciekawa jestem Twoich wrażeń. pozdrawiam ciepło!

  17. Cześć kasiu,
    mam nadzieję, że nie żałujesz pożegnania z redakcja pewnego dziennika 😉 Fajny blog, tylko trzeba go troche podpromować. Pozdro,
    TS

    1. cześć! dziwna sprawa, ale wiele komentarzy przez ostatnie pół roku powpadało mi do spamu i dopiero teraz weszłam przypadkiem do spamowej teczki w adminie i co widzę! cała masa do moderacji! 🙂 czy nie żałuję? czasem trochę brak redakcyjnego i katowickiego życia 😉 ale właśnie – katowickiego, starego, naszego, nie warszawskiego i milowickiego. co do promocji, to mój dział PR właśnie z nową kampanią rusza ;)))

  18. !O! jak miło, e trafiłam na Twojego bloga Kasiu…właśnie wróciłam z kilkudniowego wypadu do BCN i…zakochałam się…..nie mogę się ogarnąć! Planowaliśmy ten wyjazd już chyba 2 lata temu – wtedy sie nie udało, więc w tym roku po ciężkim sezonie zimowym w pracy – postanowiłam sobie, że kto jak kto – ale ja zasłużyłam.
    Mam taki głos gdzies w tyłu głowy, że trzeba coś zmienić, że jeśli nie teraz to kiedy ?? (30-tka na karku) ale 2-gi głosik krzyczy że jestem juz troche za stara, że takie rzeczy to to się robi w wieku 23 lat nie teraz…..nie wiem czy będę wariować w najbliższym czasie, czy co?? :):)

    pozdrawiam

  19. Witaj. Moja przygoda w Barcelonie zaczęła sie ponad dwa lata temu. Wraz z mężem i 3letnia córeczka wyjechaliśmy z zimnej Walii do Barceony, zostawiając dom prace znajomych. Początki były trudne ale magnetyczne miasto rekompensowalo nam to. Przez ten okres poznawalismy rożne oblicza barcelonskiego życia. Jednak po dwóch latach pobytu w Barcelonie powrót do Walli…teraz nie ma dnia żebyśmy nie tesknili za „naszym” miastem. Pozdrawiam serdecznie

  20. Hej. Nawet nie wiecie jak bardzo mnie cieszą Wasze komentarze. Widzę, że nie jestem osamotniony. W momencie kiedy mi stuknęła 30 postanowiłem zmienic wiele rzeczy w życiu, a przy 31 planuję rzucić wygodne biurko w korporacji, które zajmowałem przez ostatnie lata i wyjechać właśnie do Barcelony. Uczę się troszkę hispańskiego i im więcej rozumiem i dowiaduję się o Hiszpanii, tym bardziej mnie tam ciągnie. Tym, którym udało się tam zahaczyć serdecznie gratuluję. Chwilowo planuję jedynie miesiąc poślubny tam spędzić, ale kto wie, może będzie to tylko ciekawy wstęp i na dłużej pożegnam się z Polską. Strasznie mnie to korci. Tak czy siak, gratuluję wpisów, odwagi i zdecydowanie zostanę nowym czytelnikiem bloga.

    1. cześć Adam! cieszę się, że zostałeś Czytelnikiem bloga!! mam nadzieję, że pomoże Ci podjąć decyzję, zainspiruje…w każdym razie, daj znać, jak już zawitacie do Barcelony :))

  21. Bardzo ciekawy blog. Właśnie zamierzam się przeprowadzić do Hiszpanii i zastanawiam się nad kupnem mieszkania. Tylko jeszcze nurtuje mnie jedno pytanie: Jak nastawieni są Hiszpanie na przyjezdnych z Polski?
    Pozdrawiam i proszę o odpowiedź 🙂

  22. Hej! Fajny blog.

    Ja jestem Krzysztof i mieszkam sobie na Lanzarote. Osobiscie nie wyobrazam sobie zyc gdzies indziej niz w Hiszpanii 🙂 Zylem troche w Anglii, Francji, Brazylii ale wrocilem na wyspy Kanaryjskie bo tu czyje sie najlepiej. Bylem 2 razy w Barcelonie – super miejce szczegolnei Sagrada Familia i … stadion Camp Nou.

    Wpadnij kiedys na Lanzarote.
    Pozdrawiam
    Krzysztof

  23. Pozdrawiam z francuskiej emigracji, studiowalem w Katowicach, zatem kojarze Dziennik Zachodni, Klub Prasy itd ale…
    juz na szczescie tam nie wroce !

    Mucho suerte y felicidad,

    Maciek

    1. tak, tak, dawne Katowice i piękny, klimatyczny „rynek”… ;)) i Dom Prasy, którego już nie ma… merci i saludos!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *