Szeroki alejami i ciemnymi przedmieściami

W Barcelonie i aglomeracji jest wiele starych mieszkań. Wśród tych starych oko turysty najpierw zauważa te w samym centrum, wizytówki miasta, na największych, szerokich alejach, najdroższe, nie na kieszeń emigrantów, co najwyżej zamożnych Katalończyków. Już wejście do takiego budynku zapowiada, z jakim standardem będziemy mieć do czynienia. Wita nas ogromny hol z lustrami i kanapami, czasem jeszcze z portierem.

Barcelona, Paseo San Juan

Czytaj dalej Szeroki alejami i ciemnymi przedmieściami

Jeśli mieszkanie, to…nie w Barcelonie

Mieszkania w Barcelonie są najdroższe w całej Hiszpanii i jedne z najdroższych w Europie. W większości są stare, ciemne i nie mają ogrzewania. Ulice są wąskie, więc ludzie zaglądają sobie do okien. Ale tutaj nikt nie przejmuje się takimi szczegółami. Jak skomentował Alex z agencji nieruchomości, gdy zaznaczyliśmy, że szukamy słonecznego mieszkania z dużymi oknami, bo to, w którym jesteśmy teraz, ma tylko jedno okno: „Dla mnie to nie ma znaczenia. Ważne, żebym miał się gdzie wyspać”.
Jak widzę w internecie ogłoszenie: 70-metrowe (!) mieszkanie w Madrycie, w nowym budownictwie, z centralnym ogrzewaniem, całkowicie umeblowane, z basen (!!!!) za 600 euro (!!!!!), to najchętniej w tym momencie spakowałabym się i wyjechała z Barcelony. Nie szkodzi, że tam nie mają plaży i morza. W Barcelonie za takie lokum liczą sobie grubo ponad 1000 euro. Szukajmy dalej. Asturia i jedno z większych miast Avilés. Tutaj za 350-400 euro można wynająć mieszkanie 70-90 metrowe!!! Nieważne, że tam teraz pada deszcz, a tutaj słońce. W Walencji i Sevilli to samo: 80 metrów za 400 euro!! A szukam tylko w dużych miastach. Nie chcę już wiedzieć, ile bym zapłaciła w tych mniejszych. Ktoś powie: ale Katalonia to najbogatszy region w całej Hiszpanii i tutaj się najwięcej zarabia. Jasne, tylko że na 4 mln 130 tys. 625 bezrobotnych obecnie w Hiszpanii, połowa zarejestrowanych jest w Katalonii.
W Barcelonie poniżej 500 euro można wynająć najwyżej pokój. Ok. 600 euro kosztuje mieszkanie typu studio, czyli lokum z jedną przestrzenią, najczęściej niewielką ok.30-metrową. Oglądaliśmy coś takiego. Ruszyć się tam ledwo można, a agentka nieruchomości tłumaczyła nam, jak podnieść łóżko, żeby pod nim zainstalować sobie małą szafę! Za niewiele ponad 600 euro widzieliśmy też mieszkania 60-metrowe, ale stare, gołe, odrapane ściany. W Hospitalet de Llobregat salon, sypialnia, łazienka za 500 euro (40 metrów). I co z tego, jeśli nie ma kuchni? Jest tylko mała wnęka z kuchenką elektryczną na dwa palniki. Kto wymyślił taki układ mieszkania?! Jutro ciąg dalszy historii  „Jak się mieszka w Barcelonie”.

Santa Eulalia nad Katalonią…

Nie chodzę na polskie msze w Barcelonie. Dlaczego? Bo są dla mnie bardzo smutne. Byłam tylko dwa razy. Wolę msze hiszpańskie. Zwiedziliśmy już wiele kościołów, ale sporo jeszcze musimy zobaczyć, bo świątyń jest w Barcelonie ponad 200. Przydaje się wyszukiwarka kościołów i mszy (z godzinami, adresami):
Wszystkie msze mają coś wspólnego: nie ma ministrantów, mało się klęczy, w większości nie grają organy, a więc i śpiew jest anemiczny, Komunia Święta przy ołtarzu zawsze jest rozdzielana procesyjnie i wszyscy przyjmują ją na rękę i na stojąco, wierni sami zbierają na ofiarę i sami czytają, kazania są….hmmm…mówiąc wprost – dla mnie nudne. A teraz szczegóły.
W Barcelonie i w okolicy na msze święte po polsku można w niedzielę pójść do dwóch kościołów: na godz. 10. do kościoła Sant Jaume (San Jaime – św. Jakuba) w starej dzielnicy Barrio Gotic (dzielnica gotycka) w Barcelonie i na godz. 18. w kościele Santa Eulalia de Merida w centrum Hospitalet de Llobregat.
Styczniowy wieczór, kościół Santa Eulalia. Przyćmione światło, kilkanaście osób w ławkach dużej świątyni i ksiądz. Zimno, ciemno i cicho. Płakać się chciało. To trudny moment dla kogoś przyzwyczajonego do tego, że na niedzielnej mszy zawsze stoi ktoś obok: tam Kowalski, tu zawsze siedzi Nowak, jak spojrzę tam, to zobaczę Malinowskich, a po mszy pogadam z Iksińskimi.
Kościół Santa Eulalia de Merida w Hospitalet de LLobregat.

Bandas de Semana Santa

Z Bożego Narodzenia szybki przeskok do Wielkanocy (La Pascua). Tydzień temu w sobotę w Hospitalet de LLobregat odbył się konkurs Bandas de Semana Santa. Oprócz gospodarzy wystąpili muzycy z Zaragozy, Teruel z Aragonii i sąsiedzi z Castelldefels. Takie grupy muzyczne maszerują teraz ulicami wielu hiszpańskich miast.

Estopa!!

Na dobry początek słonecznego weekendu przystojni bracia z Barcelony:))

Estopa, czyli David i José Manuel Muñoz, to dziś jeden z najpopularniejszych zespołów w Hiszpanii. Bracia pochodzą z Cornellá de Llobregat, miasta pod Barceloną. Tutaj słowo wyjaśnienia w kwestii geograficznej. W skład aglomeracji miejskiej Barcelony lub, mówiąc inaczej, w zespole miejskim Barcelony, znajdują się też inne miasta, m.in. Cornellá de Llobregat, Hospitalet de LLobregat, Sabadell, Badalona czy El Prat de LLobregat, gdzie jest lotnisko. Skąd wszędzie to LLobregat? Bo miasta leżą w delcie rzeki LLobregat. Poza tym mamy prowincję Barcelona. We wszystkich dokumentach urzędowych i w adresie wpisuje się jej nazwę, a więc np. Hospitalet de LLobregat-Barcelona. Katalonia ma cztery prowincje: Barcelona, Girona, Lleida i Tarragona. Właśnie zerkam na stronę Estopy, no i proszę, dziś koncert w La Selva de Camp, w Tarragonie właśnie…Ale proszę, proszę, 24 kwietnia będą dosłownie obok nas!!! W centrum handlowym La Farga w Hospitalet de Llobregat!! :O)))))

http://www.estopa.com/

Wózek

Jeśli na zakupy, to tylko z wózkiem (carrito de compra). Z wózkiem wychodzą do sklepu mama, tata, babcia, dziadek, dzieci, starzy, młodzi, tubylcy i emigranci. Szkoda, że taka moda nie dotarła jeszcze do Polski. U nas niestety pełny zakupów wózek na kółkach kojarzy się tylko z emerytami. Tutaj wygodne wózki mają listonosze, a uczniowie na wózkach ciągną swoje plecaki.
We wszystkich supermarketach są specjalne stanowiska z kluczami, gdzie można przywiązać wózek. Są też szafki na klucz. Nikt nie wchodzi „na sklep” z tobołami. Duży plecak można zostawić w kasie, życzliwa kasjerka przypilnuje. Jeśli ktoś ruszy między półki z torbami, jest zwyczaj, aby potem, przy kasie pokazał, co ma w środku.
Pusty wózek można ciągnąć, a pełny lepiej pchać, w ogóle nie czuję się ciężaru:)

Gotujemy z Karlosem

Dziś na obiad soczewica (lenteja) z chorizo, tradycyjną, hiszpańską kiełbasą wieprzową z czosnkiem, papryką (pimentón) i boczkiem. Są różne typy tej wędliny, mniej i bardziej pikantne. Przepis, nieco zmodyfikowany, z kuchni Karlosa Arguiñano. To najpopularniejszy na półwyspie kucharz, który jako pierwszy zaczął w Hiszpanii gotować w telewizji.
Codziennie, od poniedziałku do piątku, o godz. 14. w Tele 5 rozpoczyna się program„Karlos Arguiñano en tu cocina”. O tej porze w barach, restauracjach, domach Hiszpanie zwykle zasiadają do obiadu i oglądają Karlosa, gotującego, opowiadającego dowcipy, anegdoty, tańczącego, śpiewającego. O tej samej godzinie w Antena 3 rozpoczynają się Los Simpsons. Ale Simpsonowie trwają godzinę, a Karol pół godziny, więc najpierw ogląda się Karlosa, a potem szybko przerzuca kanały, żeby załapać się jeszcze na Simpsonów. Ciekawostka dotycząca tłumaczenia tytułów animowanych seriali w Hiszpanii: oni tłumaczą wszystko. The Flinstones to u nich Los Picapiedras. „Picar” znaczy m.in. kłuć, robić dziurę, a „piedra” to kamień:) Śmiesznie nazywają się tu Smerfy- Los Pitufos:))). Pitufina to Smerfetka:).

Arguiñano jest Baskiem, stąd Karlos, a nie Carlos (w języku baskijskim- euskera- mamy spółgłoskę „k”). Tak więc Karlos reklamuje la cocina vasca jako jedną z najlepszych na świecie. Jego siostra też gotuje w telewizji, tyle że desery. Arguiñano jest właścicielem hektarów winnic, hotelu-restauracji i kanału telewizyjnego „Hogar util”. Oglądając go, dowiemy się, jak wywiercić dziurę w ścianie, jak właściwie układać rzeczy w szafach, jakie rośliny pasują do dziecinnego pokoju, jak nakładać puder na twarz albo jak wyleczyć niestrawność.

Teraz w końcu czas na soczewicę, która jest smaczna, zdrowa i bardzo tania. W supermarkecie kilo soczewicy kupimy za ok.80 eurocentów. Taki worek dla dwóch osób mamy na ok. pięć obiadów. Co robimy? Na noc zostawiamy soczewicę w garnku z wodą. Następnego dnia w tej samej wodzie ją gotujemy. Dodajemy cebulę, 3 ząbki czosnku (bez obierania) i pokrojone chorizo. Całość gotuje się ok. 20 min. Można jeść z chlebem. I koniec. Smacznego!!

Z wiadomości: co prawda Barcelona już wróciła do życia po jednodniowym ataku zimy, ale w Gironie i całej prowincji jeszcze nie ma prądu i nie wiadomo, kiedy będzie.

"Ciepłe" przywitanie

I tak oto, po jednodniowym ataku śniegu, na bezchmurnym niebie nad Barceloną zaświeciło słońce. I, jeśli wierzyć prognozom, zostanie tu co najmniej przez najbliższy tydzień. Miasto powoli wraca do życia.
Kto ucieka przed polską zimą do Hiszpanii, może się bardzo rozczarować. Tutaj też się marznie. W Barcelonie temperatury wprawdzie nie spadają poniżej zera (bardzo rzadko nocą), ale tu kilka, a nawet kilkanaście stopni, w połączeniu z wiatrem, a przede wszystkim bardzo wysoką wilgotnością powietrza, to ziąb!! Zwodnicze jest świecące tu zimą słońce. Wychodzisz z domu w cienkiej kurtce, a potem zamarzasz w cieniu.
Najzimniej w tym roku w mieście było w drugiej połowie stycznia i pierwszej połowie lutego. Mój codzienny strój wyglądał wtedy tak: kozaki, spodnie, rajtuzy, podkoszulek bawełniany z długim rękawem, sweter, czapka, rękawiczki, kurtka z polarem, niestety nie typowo zimowa, raczej turystyczna. W takim oto stroju, przy plusowej temperaturze sięgającej 10 stopni, byłam zamarznięta tak jak w Polsce przy 15-stopniowym mrozie. I pomyśleć, że gdy 30 grudnia wysiadłam z samolotu, przywitało mnie w Barcelonie tak przyjemnie ciepłe powietrze….Wieczorem można było wtedy wyjść z domu w samym swetrze.
Zderzenie z hiszpańską zimą było więc dla mnie bardzo bolesne. Atak grypy, a potem niekończący się kaszel i katar, nie wspominając o psychice. Człowiek przyjeżdża do Hiszpanii z dwiema walizkami pełnymi wiosennych ciuchów, z dwoma swetrami na wszelki wypadek, z nadzieją, że wreszcie się wygrzeje i …przywozi ze sobą zimę.
Piszę tylko o pogodzie w Katalonii, ale w tym roku całą Hiszpanię nawiedziła zima stulecia: śniegi, powodzie, huragany. Przez cały miesiąc wiadomości w telewizji zaczynały się od doniesień o pogodzie. Co ciekawe, wygląda na to, że mieszkańcy Katalonii lepiej znoszą zimę ode mnie, czyli od tej, która z dalekiej północy przybyła i powinna na mrozy być odporna. Sądząc po zawartości szafy Edu, wielu z nich prawdopodobnie nie ma typowo zimowej odzieży. Edu pierwsze rękawiczki w swoim życiu kupił w zeszłym roku przed przyjazdem do Polski po moich namowach i przekonywaniu, że takie rowerowe jednak nie wystarczą. Inaczej rzecz ma się z szalikami. Tutaj chodzi się w samej koszuli, ale z szalikiem niedbale zawiązanym na szyi albo przerzuconym przez ramię. Podobnie jest z wysokimi kozakami – to modny dodatek do krótkiego żakietu. Czapka? Tutaj nawet małym dzieciom rodzice nie zakładają czapek. Co jeszcze ciekawsze, najbardziej „rozebrani” są latynosi i emigranci z Afryki. Latynoskie, gorące i zwykle dość puszyste kobiety, chodzą już w letnich butach na koturnach albo baletkach, oczywiście na gołe stopy. Ciepłe kraje – gorąca krew…
Za to psy prawie zawsze ubrane:) Na szczęście tylko te małe:)

Smaki I mój pierwszy post!

– Wiesz, że to Bach, a to Vivaldi, a nie wiesz, jak smakuje limonada? – usłyszałam niedawno od Edu.
Żeby przygotować jeden kubek limonady, wystarczy wymieszać sok wyciśnięty z jednej cytryny, wodę i jedną łyżeczkę cukru (brązowego!:). Jakie proste!

Limonada i muzyka…Skąd taka mieszanka? Pod Palau Nacional na wzgórzu Montjuic wieczorami, kilka razy w tygodniu, odbywa się niezwykły pokaz z Magiczną Fontanną w roli głównej. W rytm muzyki strumienie wody zmieniają kolory i natężenie. Fontanny „tańczą” m.in. do „Barcelony”, którą śpiewa Freddie Mercury i Montserrat Caballé.

Słyszysz! „Barcelona”!!! Jak to nie znasz??!!! – wykrzyczałam Edu do ucha pod fontanną. – Jak można nie znać słynnej „Barcelony”???!!
Ano można. Ale za to można znać smak
limonady, guayaby, morocho, corviche, pan de yuca……długa ta lista.
– To jest mango???!! Niedobre. – Edu skrzywił się kiedyś po skosztowaniu owoca prosto z hiszpańskiego warzywniaka. – W Ameryce Południowej zjesz prawdziwe mango z ciemnożółtą skórą.
Takie mango przeznaczone jest do ssania (chupar). Ssać można też pomarańcze, a nie tylko tradycyjnie kroić je na cztery kawałki. Jak ssać? Obiera się skórkę palcami albo nożem (ale po co nóż! na południu do jedzenia służą ręce i to jest piękne!:), wydłubuje się w tzw. główce dziurę (tutaj już można użyć noża:), ściska się pomarańczę rękami i pyszny sok sam wypływa do dziurki! Jak się już wypije cały sok, można zjeść miąższ.
Guayaba ma różowy miąższ z pestkami (można zjeść:). Najsłodsze i najlepsze są owoce o żółtej skórce. Czasem w środku znajdzie się robaka (też można zjeść:). Guayaba jest mało znana w Europie. W Barcelonie można ją kupić np. w dużym sklepie z produktami z Ameryki Południowej na Via Laietana, jednej z głównych alei w mieście, która łączy centrum z portem.

Historyczna zima

Wiadomość dnia: śnieg!! Śnieg w Katalonii!! TV 3 cały dzień nadaje prosto z zimowego frontu. Korki na drogach, nie kursują autobusy, stoją pociągi i tramwaje, metro w Barcelonie będzie jeździć cała noc, w niektórych miastach odwołane lekcje w szkole, 200 tys. mieszkańców Girony nie ma światła w domach, na wzgórzu Tibidabo jest już 40 centymetrów śniegu, jutro w Gironie minus 6 stopni, w Barcelonie plus trzy. Takiej zimy nie było w BCN od dziesięciu lat. W Katalonii śnieg padał tylko w regionie górskim.
Rano nic nie zapowiadało katastrofy (choć specjaliści od pogody wiedzieli, co się święci:). Deszcz – owszem, padał od rana. Potem można było zauważyć (z niedowierzaniem!), że deszcz zamienia się w śnieg z deszczem. Z czasem płatki śniegu stawały się coraz większe i spadały z większą szybkością. Za oknem robiło się biało. Hmmmmm…..Trzeba wyjść z domu i zobaczyć, co tak naprawdę się dzieje. Parasol, kozaki, rękawiczki, czapka – jesteśmy gotowi. Sąsiadka z dołu ostrzega, żebyśmy nie oddalali się zbytnio. Dziś już trzeci raz wychodzi czyścić sień (właśnie światło w pokoju zaczyna niebezpiecznie migać…:/.
Na dworze wszyscy szybkim krokiem przemykają ulicami. Te skrzywione z zimna twarze! Ale widać na nich pewnego rodzaju zaciekawienie. Niektórzy z aparatami fotograficznymi w rękach, ci mniej odważni robią zdjęcia z balkonów. Dzieci obrzucają się kulkami. Samochody ślizgają się w śniegu (kto tu ma opony zimowe!:). Co rusz słychać klaksony i syreny.
– Tata już dojechał do domu? Aaa, dwie godziny stał na autostradzie. Mama? Żyjesz? Przewróciłaś się! Dziadek? Nie poszedł do lekarza. Vanessa? Mieliście dziś lekcje? Nie wychodź już dziś nigdzie!.
Po półgodzinnym spacerze wracamy do domu. Mam dosyć. Dżinsy całe mokre, wszystkie palce zamarznięte. W dodatku burza się przyplątała.

Czytaj dalej Historyczna zima

o mnie

Katarzyna Wolnik – Vera:

z wykształcenia filolog, z zawodu dziennikarz, z zamiłowania, a także zawodowo –fotografuję.

Najdłużej, ponad 7 lat, pracowałam w Dzienniku Zachodnim, poza tym byłam związana m.in. z portalem internetowym Rynek Zdrowia, prowadziłam spotkania autorskie w księgarni Świat Książki.

Od 2010 roku mieszkam w Katalonii, piszę, komentuję, fotografuję, organizuję śluby i zaręczyny w Barcelonie.

W lipcu 2014 roku nakładem wydawnictwa Burda Polska National Geographic ukazała się moja książka Przystanek Barcelona.

Zapraszam Was do obejrzenia moich sesji zdjęciowych na nowiutkiej (lipiec 2014) stronie  www.photosbcn.com.

 

Czekam na propozycje współ(pracy)  🙂

Więcej na ten temat w zakładce współpraca i kontakt.

 

Chciałam tu wkleić linki do tekstów, których pisanie i do których zbieranie materiału z różnych względów sprawiło mi największą przyjemność, ale przeszukiwanie internetu (i pamięci!) w poszukiwaniu artykułów z 10 lat to nie lada wyzwanie 😉 Na razie więc wrzucam coś z tego, co Google zdecydowało się nam pokazać (czasem w różnych dziwnych miejscach;) i co mogłoby Was zainteresować (np. podróże).

Kret na pogodę

Gwarnie i kameralnie w Asyżu

Odszedł Kapuściński, kto teraz objaśni nam świat

Hrabianka od win

Złote gody w Brukseli

Bez makijażu nie wychodzę na boisko

Książka jest jak ogórkowa

Psy żadnej pracy się nie boją

Amerykańska historia

 

Przepytują mnie:

Katalończycy chcą niepodległości, ale w Europie

Wywiady z podróżnikami

Inspiracje, ciekawe miejsce i najlepsze blogi o Barcelonie

Barcelona rozkochuje

Myślę o Śląsku, gdy Katalończycy tańczą sardanę

 

 

Blog Przystanek Hiszpanie powstał ponad cztery lata temu, w marcu 2010 roku, od tego czasu zmieniły się: jego szata graficzna, moje spojrzenie na miasto, zdjęcia…Najstarsze wpisy różnią się więc trochę od tych z ostatnich lat.

Miłego odbioru!!