Wyślij pocztówkę ze swoim zdjęciem!

Pamiętacie, kiedy ostatni raz wysłaliście pocztówkę, kartkę świąteczną, list ? Teraz macie niepowtarzalną okazję!! Portal Foczta.pl przygotował ofertę dla Czytelników mojego bloga. 250 osób po wpisaniu kodu Hiszpania może wysłać darmową pocztówkę w wybrane miejsce w Polsce. Kto pierwszy, ten lepszy 😀 Nieważne, czy mieszkacie w Barcelonie, Sewilli, Nowym Jorku czy w Krakowie, wszyscy, z całego świata, mogą wysłać jedną pocztówkę gratis do bliskiej osoby w kraju. Kod Hiszpania będzie dla Was aktywny do 10 marca. Dlaczego Foczta a nie Poczta? Bo pocztówki projektujecie sami wklejając swoje zdjęcia, a firma je drukuje, kopertuje i wysyła. Serwis oferuje możliwość wysłania kartek na cały świat. Ceny na razie podane są tylko w złotych, ale niedługo serwis będzie tłumaczony na inne języki i będzie też cennik w innych walutach.

Myślicie, że jest szansa powrotu do czasów wysyłania pocztówek z wakacji, kartek na urodziny i na święta? Ja w domu w Katowicach do tej pory przechowuję pudło z kartkami wszelkiego typu, z pozdrowieniami, z życzeniami, od ciotek, wujków, kuzynów, koleżanek, nawet kilka listów by się znalazło. A teraz w Barcelonie kartkami zapełnia się kolejna szuflada, bo należę do tych szczęśliwców, którym jeszcze ktoś czasem wysyła pocztą własnoręcznie napisane życzenia 😀 Ale ja sama przyznaję, że zaniedbałam pisanie i wysyłanie, właściwie to musiałabym przejść na nowo kurs kaligrafii 😀 😀 Tymczasem zabieram się za wybieranie zdjęć, bo sama mam zamiar wysłać jeszcze w tym tygodniu kilka focztówek 🙂 Na pewno zrobię też focztówki na Wielkanoc. Nie wiem, jak w innych częściach Hiszpanii, ale w Barcelonie kartek wielkanocnych nie ma.

10689760_462058213933082_971259353922498462_n

 

¡Feliz año nuevo!

Drodzy Fani Hiszpanii, Barcelony i Przystanku! Życzę Wam w 2015 roku dużo dobrego, prawdziwego życia, momentami bez komórki, fejsbuka i whatsupu, ze słońce, wiatrem, deszczem, z żoną, mężem, dzieckiem, książką, na rowerze, na spacerze, w podróży… w Barcelonie oczywiście też :D, żeby było zdrowo i zwyczajnie pięknie!!

pozdrawiam Was ciepło 🙂

dni są już coraz dłuższe!

DSC_0519 DSC_0502 (1)

DSC_0496

 

Iwona i Darek, zaręczyny w Barcelonie I Tibidabo

To było wietrzne i słoneczne popołudnie na Tibidabo. Umówiliśmy się na wzgórzu pod kościołem. Było tak zimno, że para postanowiła poczekać na nas w środku. Gdy Darek dostał wiadomość, że jesteśmy na miejscu, wyszedł z kościoła i zostawił torbę i plecak z zakupami przed wejściem, a my – ja i Edu z kwiatami – tuż obok ukryci czekaliśmy, aż pojawi się na placu z ukochaną i pokaże jej, jaki piękny widok rozciąga się z góry. Iwona obserwowała nas podejrzanie, bo kręciliśmy się przy pozostawionym pod ścianą kościoła bagażem 😀 Tymczasem my czekaliśmy na odpowiedni moment, aby podbiec z kwiatami 😀 To były dla mnie szczególne zaręczyny i szczególna sesja, bo pierwsza robiona nowym, wymarzonym sprzętem, z którym wyszłam ze sklepu dzień wcześniej wieczorem :). Dziękuję Wam z zaufanie i za te zdjęcia!

 

Lato

To było dziwne lato, duszne i deszczowe, smaczne i sielskie, bo przyjechali moi rodzice. I trochę spóźnione na blogu – bo już listopad, ale ciągle nade mną hiszpańskie słońce na hiszpańskim błękitnym niebie. Zbieram dziś i wklejam kilka wakacyjnych fiszek, niekoniecznie z wakacjami związanych.

DSC_0210

1. Jeśli o fiszkach mowa, muszę zacząć od recenzji Łukasza Gołębiewskiego w Magazynie Literackim Książki. Uwielbiam ten styl!

Captura de pantalla 2014-09-04 a la(s) 12.07.41

 

2. Teraz będzie spadek, z literackiej półki do ….zamrażalnika u rzeźnika. Nie wiem czemu, ale nie mogę przestać myśleć o kurczaku, żółtym i wiejskim. Moi rodzice w sierpniu 2014 roku w Hiszpanii widzieli i jedli żółte piersi z kurczaka pierwszy raz w życiu. Kiedy przyjeżdżali do nas w odwiedziny wcześniej, kupowaliśmy jeszcze tańszego kurczaka różowego. Mój tata, który zna wszystkie rzeźniki w swojej okolicy, żółtego kurczaka mógłby co najwyżej, gdzieniegdzie dostać na zamówienie. O supermarketach nawet nie wspominał, bo w odróżnieniu od Hiszpanii, w Polsce chyba ciągle przeciętny supermarket jest synonimem tańszego i gorszego jedzenia. Tak więc rodzice zachwycali się pysznymi, miękkimi (2 minuty smażenia) piersiami z katalońskiego kurczaka, tzw. pollo de corral. Wiejskiego, żółtego kurczaka można tutaj kupić wszędzie. To taki mały aneks do obszernego rozdziału „Kuchnia oliwą płynąca”.

3. Sjesta. Tegoroczne lato zmusiło mnie do praktykowania sjesty. Kilka razy nawet udało mi się obudzić po 20 minutach w dobrym humorze i z odczuwalną dawką dobrej energii. Edu zaś zaczął praktykować sjestę metodą Dalego. W zwisającej bezwładnie z sofy ręce trzyma łyżkę. Kiedy ta spadnie, budzi go hałas. Czas wstawać!  Dali po sjeście był najbardziej kreatywny. Próbowaliście? Ja jeszcze nie.

4. Kilka wiadomości zakupowych. Ładne torby w sklepie z pamiątkami na carrer d’Elisabets w Ravalu, numeru nie wspomnę, ale na pewno znajdziecie. Najtańsze kosmetyki (także parafarmacja) w Hiszpanii są w sieci Primor, ostatnio znalazłam tam nawet polską Farmonę. Mydło Royal Bouquet w centrum Barcelony na Portaferrisa kosztuje prawie 7 euro, w Primorze w Gran Via II 2,90 euro. Kto chce zdobyć ciuchy made in Barcelona (nawet Custo szyje w Chinach), powinien szukać sklepów Kaotiko. Odkryłam niedawno jeden w tymże centrum komercyjnym Gran Via. Fajne ciuchy, najtańsze 25 euro. Kaotiko znajdziecie też w galeriach El Maquinista i Maremagnum i na calle Cucurulla 4. Jak już wspomniałam, w sierpniu odwiedzili nas moi rodzice. Poza tradycyjnymi, wielkimi zakupami żywnościowymi i niewielkimi ciuchowymi, zawsze zabierają też z Barcelony do Katowic…kaktusy. Jeden raz nawet sami wieźliśmy w walizce z Hiszpanii do Polski ogromnego kaktusa, owiniętego kilka rolek papieru toaletowego. Wzbogacił bogatą kolekcję (ponad 150) w ogrodzie kaktusów, który zajmuje obecnie mój pokój w mieszkaniu rodziców…:D Zawsze więc z rodzicami przemierzamy Katalonię w poszukiwaniu centrów ogrodniczych. Tym razem wybraliśmy się do ogromnego Bordas Jardineria w Gavá. Mój tata z Edu utonęli w gąszczu drzew oliwnych, krzewów i kaktusów, mnie z mamą pochłonęła kosmetyczno – zapachowa część sklepu. Odświeżacze powietrza wszelkiej maści made in Barcelona – brzmi mało romantycznie, ale wystarczy rozpylić sobie w pokoju zapach z flakonu z flor de sal….

DSC_0069 DSC_0113

5. Chamstwo na Boquerii. Niestety. Najgorzej jest w centrum, na stoisku z rybami. Que horror!!! – wykrzywiła usta kobieta za ladą na widok nas, czyli mnie i Edu i moich rodziców, czyli potencjalnych klientów. Pan z wózkiem dostawczym wjechał prosto na nas i teoretycznie zagrodziliśmy mu drogę. Teoretycznie, bo nie mamy oczu z tyłu głowy i na całym świecie w takich sytuacjach mówi się „przepraszam”, czyli permiso, o czym poinformowałam zniecierpliwioną i nieszczęśliwą kobietę za ladą. „To nie przychodź na Ramblę! „– wykrzyknęła. Nie chciałam się kłócić, ale mogłam jej odpowiedzieć „Nie, nie przyjdę na pewno na Pani stoisko i każdemu będę odradzać zakupy tutaj”. Co też czynię teraz na blogu. Bądźcie więc przygotowani na to, że sprzedawcy na Boquerii są chamscy, niemili, że nie lubią swoje pracy, bo mają dość turystów, którzy przeciskają się między straganami, gapią na kalamary, strusie jaja i papaje, robią zdjęcia i nic nie kupują. Ale znam przynajmniej jedną osobę na Boquerii, która zawsze szczerym uśmiechem wita każdego klienta i zawsze promieniuje pozytywną energią. To Klaudia z Kolumbii. Sprzedaje soki. Kiedyś na pewno o niej i o tajemnicach owocowych koktajli z Boquerii opowiem.

6. W książce pisałam, że na tzw. emigracji mam kontakt tylko z kilkoma rodakami. To się zmieniło. W ciągu dwóch miesięcy poznałam dziesięciu Polaków! Niektórzy, jak się okazało, mieszkają tuż obok mnie 😀

7. Na koniec zagadka. Gdzie w Barcelonie znajduje się to miejsce? Czytelnicy książki powinni wiedzieć!! 😀 Do wygrania godzinna sesja zdjęciowa (solo lub w duecie) w Barcelonie! Jeśli więc jeśli macie w planach podróż do Barcelony w tym roku albo w przyszłym, przypomnijcie sobie, o czym pisałam w rozdziale….no właśnie gdzie 😀 A może już wiecie? Odpowiedzi wpisujcie w komentarzu pod tym tekstem. Kto pierwszy, wygrywa!

DSC_0075

8. Przy okazji zapraszam Was na moją stronę fotograficzną http://www.photosbcn.com, która działa od lipca i na pewno będzie się rozwijać. Captura de pantalla 2014-11-16 a la(s) 18.49.00

 

Ucz się hiszpańskiego z Buena Suerte!!

Captura de pantalla 2014-09-17 a la(s) 17.29.17Jeśli uczycie się języka hiszpańskiego, być może znacie stronę Kasi Kubery „¡Buena Suerte!”, czyli „Szczęście” 😀 Na stronę trafiałam pierwszy raz w zeszły roku i zainteresowała mnie od pierwszego wejrzenia, bo jest ładna, ciekawa i pożyteczna. Zajrzyjcie więc koniecznie na Buena Suerte, gdzie znajdziecie internetowy słownik, listę idiomów, ćwiczenia i czarnego kota na szczęście 😀 Polecam też śledzenie fanpejdżu, gdzie Kasia wrzuca m.in. rysunkowe fiszki z idiomami.

Specjalnie dla fanów Przystanku Barcelona Centrum Językowe ¡Buena Suerte! przygotowało promocyjną ofertę – już teraz możecie mieć nowatorskie zestawy PDF do nauki j. hiszpańskiego w cenie 10 zł każdy – wystarczy, że podacie przy zamówieniu hasło „przystanek”. Wszystkie zestawy możecie znaleźć na http://buenasuerte.com.pl/materialy-edukacyjne.

 

Ania i Jacek, zaręczyny w Barcelonie I Park Güell

Jacek poprosił Anię o rękę pod Magicznymi Fontannami, a sesję zrobiliśmy następnego dnia w Parku Güell. Ucieszyłam się bardzo, gdy Jacek wybrał właśnie to miejsce na zdjęcia. W Parku Gaudiego byłam wiele razy, ale po raz pierwszy miałam fotografować w nim zakochanych :D. Wrzesień to w Barcelonie ciągle pełnia sezonu turystycznego, w parku był taki tłok, że trudno było nam znaleźć wolne miejsce na ławce! Ale to, co mogłoby być przeszkodą dla sesji, okazało się bardzo dobrym tłem dla naszego miłosnego reportażu.

 

 

Ania i Paweł, zaręczyny w Barcelonie I Park Cytadela

W tym roku robiłam zdjęcia kilku parom biorącym ślub i zaręczającym się w Barcelonie. Niektórym pomagałam w organizacji, a właściwie pomagaliśmy, bo gdyby nie mój mąż…być może do zaręczyn by nie doszło 🙂 Przed przyjazdem do Barcelony, Ania i Paweł wysłali mi swoje wspólne zdjęcie. W dniu zaręczyn, późnym popołudniem mieliśmy się znaleźć pod fontanną w Parc de la Ciutadella. Szukałam kilka minut, chodziłam po okolicy tam i z powrotem i nic! W parku tłumy, szanse na znalezienie jednej pary były nikłe, choć wydawało mi się, że będzie to łatwe zadanie. Wróciłam na ” stanowisko” i do akcji wkroczył Edu. Od razu obrał dobry kierunek poszukiwań, za 20 sekund był już przy mnie i stwierdził, że znalazł naszą parę! A przed wyjściem z domu zaledwie raz, w biegu, z daleka rzucił okiem na ich zdjęcie!! Edu zaprowadził mnie na miejsce i w bezpiecznej odległości, zza krzaka przyglądaliśmy się siedzącej na trawie dziewczynie. Ania na zdjęciu miała kok, tego dnia włosy miała rozpuszczone, Edu zobaczył z daleka tylko jej profil i już był pewny, że to ona! Potem zjawił się i Paweł, który właśnie oddalił się od dziewczyny, aby do mnie zadzwonić. Było jeszcze kilka kontrolnych smsów, bo musiałam się upewnić, że to właściwa para i ruszyliśmy do akcji 😀 Poniżej zdjęciowy efekt naszego spaceru po parku 😀

Przystanek Barcelona: już jest e–book!

ImagenMam dobrą wiadomość dla wszystkich Czytelników bloga, którzy nie mogą kupić mojej książki w księgarniach, dla blogerów, piszących z różnych części Hiszpanii, Europy i świata: możecie już przeczytać Przystanek Barcelona bez wychodzenia z domu!  Jest już dostępny e–book na stronie www.publio.com. Kupicie go tutaj. Przez zakupem możecie przeczytać fragment. Miłej lektury!!

Bestseller!!

Imagen 1W tym tygodniu Przystanek Barcelona jest na tzw. TOPce Empiku, czyli na liście najlepiej sprzedających się książek w sklepach Empik. To pierwszy w historii przewodnik (choć zakwalifikowany do działu „literatura”), który znalazł się w wyróżnionej czterdziestce. Książka dostała już znaczek bestsellera! Jeśli odwiedziliście księgarnie Empik od 30 lipca, na pewno zobaczyliście moją książkę na wyróżnionym regale z najpopularniejszymi książkami. A na liście najlepiej sprzedających się książek na empik.com Przystanek Barcelona skacze dziś między 6 i 8 miejscem!

Dużo działo się od 16 lipca, dnia premiery książki. Odwiedziłam z mężem Warszawę. Opowiadałam o Przystanku Barcelona w Radiu Zet Chilli, Radiu Dla Ciebie, Radiu PIN i w telewizji Polsat News. To na pewno nie koniec wywiadów!10567917_10202474095874987_871469375_n

Nie spodziewałam się, że tak szybko pojawią się zaproszenia do mediów. Tymczasem tydzień po premierze, z dnia na dzień musiałam (i chciałam!) spakować walizkę i męża i stawić się na lotnisku. Oboje bardzo cieszyliśmy się, że w końcu przyjrzymy się Warszawie.  Mój mąż w stolicy Polski oczywiście nie był, ja bywałam w niej tylko przejazdem. Tym razem byłam więc turystą w Warszawie. Ta podróż była mi potrzebna. Po powrocie zaczęłam bardziej doceniać Barcelonę.

W podróży najlepiej jest mieszkać u tubylców, skorzystaliśmy więc z gościny u Agnieszki, autorki bloga Całe Życie w Podróży. Moja znajomość z Agnieszką była tylko wirtualna, a dzięki książce w końcu się poznałyśmy :D.

Captura de pantalla 2014-07-16 a la(s) 15.22.22

Agnieszka ma w domu małe centrum informacji turystycznej. Przyjechaliśmy do Warszawy o godz. 20, Aga jeszcze tego samego wieczora dała nam mapy miasta, znalazła dokładne połączenia do wszystkich miejsc, do których miałam dojechać kolejnego dnia, poleciła, gdzie zjeść, pokazała przystanek tramwajowy, poza tym oczywiście zrobiła pyszną kolację i poczęstowała domowym ciastem. Następnego dnia na śniadanie – wydajny, prawdziwy, pełnoziarnisty chleb. A na obiad na mieście jedliśmy pomidorową, ogórkową, szczawiową, barszcz, pierogi, schabowy, surówki i kompot z rabarbaru. Bar Bambino na Kruczej cały dzień pęka w szwach, jedzenie jest tanie i pyszne, ale brakuje porządnej klimatyzacji i szokuje brak toalety dla klientów.

Z Warszawy wywieźliśmy drożdżówki, jagodzianki, chałki i chleb. 1,5 godziny przed odlotem kupowaliśmy kiełbasę w Hali Mirowskiej. Edu nie mógł wyjechać bez polskich wędlin. Pytał Agnieszki, gdzie w Warszawie zjeść dobrze po polsku i był zdziwiony i zawiedziony, gdy okazało się, że w stolicy przybywa pizzerii, prowansalskich kawiarni, a nie ma restauracji z regionalną strawą. Najedliśmy się więc w barze mlecznym, a na koniec pracowitego dnia nagroda – czekoladowa uczta w Wedlu!!#0107

W Warszawie jeździliśmy autobusami, tramwajami i taksówkami. Słyszałam wiele o warszawskich taksówkarzach, zwłaszcza tych, którzy wożą ludzi z lotniska. Pierwsze pytanie kontrolne typu „jedziemy przez Włochy?” podobno już nie jest podchwytliwe, ale i tak zbija z tropu i wydaje się niepotrzebne. Podaję adres i logiczne jest, że chcę dojechać jak najszybciej i jak najkrótszą drogą. Dziś robię taksówkowy bilans i ostatecznie jest dodatni, a to dlatego, że ze Starego Miasta na Aleję Jana Pawła II podwiózł nas fantastyczny taksówkarz w fantastycznej taksówce (na lotnisko niestety jechaliśmy złomem z absolutnym gburem, który nie potrafił nawet wymówić słowa „do widzenia”). Będę szukać wizytówki tego przemiłego i profesjonalnego pana i podam tu nazwę jego firmy.#0105

Warszawiacy. Mieszkańcy Warszawy. Przemili i uczynni. Byłam zaskoczona. Kilkanaście razy pytaliśmy o drogę, tłumaczyli dokładnie, a nawet zaprowadzili na miejsce. Chyba nie wpłynął na to „zagraniczny” kolor skóry mojego męża?

Lotnisko. Przyzwyczaiłam się już, że w Barcelonie do samolotów zawsze prowadzą „rękawy”. W Warszawie wpakowali nas i wszystkich pasażerów do dusznego autobusu, gdzie –stłoczeni jak bydło – pół godziny czekaliśmy, aż bus ruszy w kierunku samolotu. Po wylądowaniu w BCN tradycyjnie rozległy się oklaski…

Warszawa. Stolica Polski. Wizytówka kraju. Już po półdniowym kręceniu się po mieście wiedziałam, że moje wyobrażenia o Warszawie rozmijają się z rzeczywistością. Przypomniały mi się rozmowa z jedną par, której organizowałam zaręczyny. Oni, mieszkańcy stolicy, zachwycali się uporządkowaną i różnorodną Barceloną i narzekali na warszawski bałagan i nijakość. Gdy spacerowaliśmy w deszczu Krakowskim Przedmieściem, zagaiłam rozmowę o Warszawie z Agnieszką, stwierdzając nieśmiało, że miasto mnie nie zachwyciło. Zawsze unikam okazywania negatywnych uczuć wobec miasta, w którym mieszka mój rozmówca. Nie czyń komuś, co tobie nie miłe – jak płachta na (hiszpańskiego) byka działa na mnie stwierdzenie, że moje Katowice są szare, przemysłowe i brzydkie. Bo to nieprawda! I mam na to dowody! Teraz więc również przepraszam moich Czytelników, mieszkańców Warszawy, zakochanych w swoim mieście.

Nie można poznać miasta w dwa dni, ale taka jest moja opinia dziś, nie tylko moja, Agnieszki również. Podczas tych dwóch dni zjeździłam i schodziłam Warszawę wzdłuż i wszerz, od Bemowa do Wilanowa i krajobraz przed moimi oczami był zawsze ten sam…W Warszawie panuje bałagan architektoniczny, wszystkie dzielnice są podobne, miasto jest za duże, odległości są ogromne, jest wiele przestrzeni niezagospodarowanych. Warszawskie śródmieście nie ma placu, rynku, deptaka. Po wizycie w Warszawie z przyjemnością spaceruję krótkimi, wąskimi ulicami Barcelony i pokazuję ludziom każdy fragment tego miasta, który zawsze jest „jakiś”, coś przedstawia i coś opowiada. Jeśli czytacie blog i czytaliście książkę, wiecie, że narzekam na Barcelonę, nie wszystko mi się tutaj podoba, nie zakochałam się w mieście od pierwszego wejrzenia. Ale po tej krótkiej eskapadzie do Warszawy, Barcelona objawiła mi się na nowo, malownicza, pełna werwy, pociągająca.

Może jeszcze w tym roku przyjadę do Polski, może do Warszawy – powiedzcie, gdzie iść, co zobaczyć, czego zasmakować, żeby pokochać stolicę Polski? 😀

I jeszcze ważna wiadomość – od jutro do nabycia ebook Przystanek Barcelona!! Szczegóły jutro!!10565789_10202388787262325_1956861712_n

Przystanek Barcelona od dziś w księgarniach!!

image-0001-5 (4)„To miał być wyjazd zapoznawczy, największe szaleństwo w życiu grzecznej absolwentki filologii polskiej i dziennikarki, która po siedmiu latach zajmowania się życiem innych ludzi postanowiła dla odmiany zająć się życiem własnym. Na początku sierpnia 2009 roku przyleciałam pierwszy raz w życiu (!) do Hiszpanii, żeby poznać osobiście Eduardo i Barcelonę, Kilka dni wcześniej, 23 lipca świętowałam 30. urodziny, 5 dni później 30 lat skończył Edu. Toast wznosiliśmy przed ekranem komputera. Przypadkowa, internetowa znajomość – jakie to banalne, niebezpieczne i ryzykowne! A już szczytem braku zdrowego rozsądku jest wyjazd samotnej kobiety do obcego państwa, nieznanego miasta i wirtualnego mężczyzny. Dziś nie jestem już samotna, Edu jest moim mężem, Hiszpania – oswojonym lądem. Rozdział ¨Zakochana blondynka w Barcelonie¨ zakończył się happy endem.”

Już wiecie, dlaczego moją książkę zaczynam rozdziałem „Barcelona romantyczna”? 😀  Ale zanim dojedziecie do pierwszego rozdziału, przeczytacie o mojej pierwszej, śnieżnej (!), hiszpańskiej zimie i o mojej pierwszej hiszpańskiej widokówce, rzecz jasna z Barceloną – kobietą, czarodziejką, uwodzicielką…Potem przyjdzie czas na barcelońskie rekordy i panoramę Barcelony, jego dzielnice, ulice, ramble…Poprowadzę Was szlakiem dwudziestu punktów widokowych, z których można podziwiać miasto, zaproszę na ulice mojej ulubionej Eixample, gdzie spotykają się kataloński rozsądek i szaleństwo i namówię na seans „Rewolucje Gaudiego”, który zainspirował mnie do odkrywania Barcelony– inteligentnego miasta i bioklimatycznych budynków.

W książce piszę o mojej hiszpańskiej kuchni, o moich katalońskich znajomych i moim barcelońskim mieszkaniu. Robię listę najbardziej szalonych fiest i (nie)praktycznych zakupów. Polecam, zachwycam się, krytykuję, informuję.

Moja książka to Barcelona dla początkujących i zaawansowanych.  Przeczytacie w niej o Custo, Ferranie Adriá, Messim…Dowiedziecie się, gdzie kupić tanio ciuchy Zary i Desigual, gdzie posłuchać katalońskiej rumby i flamenco, gdzie dobrze i tanio zjeść, gdzie uczyć się języka,  gdzie parkować w mieście, jakie gazety czytać, ile trwa najdłuższy i najkrótszy dzień w roku w Barcelonie, dlaczego Hiszpanie, obok Włochów, cieszą się najdłuższych życiem w Europie…! Więcej nie zdradzam! 😀

Dziś premiera Przystanku Barcelona. Książkę znajdziecie w wielu księgarniach na terenie całej Polski. Na stronie Empiku, po wpisaniu kodu pocztowego, znajdziecie listę salonów, w którym możecie kupić książkę.

Życzę Wam przyjemnej lektury i zapraszam do Barcelony!!

Marta i Adam, ślub w Barcelonie, cz.2 I Santa Maria del Mar

Już jest! Reportaż ze ślubu Marty i Adama. Poznali się w Barcelonie pod kolumną Krzysztofa Kolumba i w Barcelonie postanowili się pobrać. Tutaj też wkrótce zamieszkają, niedaleko bazyliki Santa Maria del Mar, w której powiedzieli sobie sakramentalne „tak”. Nie mogli wybrać innego kościoła – Adam pracuje na morzu, a jego tata był kapitanem statku.

Marta i Adam, ślub w Barcelonie I Dzielnica Gotycka

Zaczynam od końca, od sesji poślubnej w Dzielnicy Gotyckiej, którą robiliśmy dzień po ślubie. To był uroczy, poranny spacer uliczkami Starego Miasta i niezwykle fotogeniczna młoda para Marta i Adam 😀 Pobrali się 6 czerwca w kościele Santa Maria del Mar. Relacja i foto w kolejnym poście!

Ania i Łukasz, ślub w Barcelonie I Santa Anna

Kto mógł przypuszczać, że zdjęcia podczas ślubnej sesji zdjęciowej Ani i Łukasza będziemy robić w sklepie H&M??! 😀 Ale kiedy ma się buty na obcasach, można się spodziewać wszystkiego 😉 I zawsze warto mieć klapki w torebce. Ania kupiła „japonki” na Rambli 😀 Para pobrała się w pięknym kościele Santa Anna w Dzielnicy Gotyckiej, a uroczysta kolacja była w restauracji obok plaży Barceloneta. Najlepsze życzenia!

Moja książka Przystanek Barcelona!!

Przystanek finalHola, hola po dłuższej przerwie! Przystanek Hiszpania żyje i ma się świetnie 🙂 Dlaczego było tutaj kilka miesięcy cicho? Bo pisałam! Spełniło się moje wielkie marzenie i już dziś mogę Was zaprosić do lektury mojej książki o Barcelonie 😀 Przystanek Barcelona, wydawnictwo Burda National Geographic Polska, w księgarniach już 16 lipca! Lektura obowiązkowa dla wszystkich zakochanych w Barcelonie, Katalonii i Hiszpanii 😀  Książka jest już na stronie Empiku. Możecie już składać zamówienia. Przeczytajcie opis i fragment – będzie o mnie, o ludziach, bardzo subiektywnie i bardzo praktycznie o Barcelonie, obserwacje, ciekawostki, krytyki, zachwyty …i dużo moich zdjęć!

Nie zabraknie tego lato też nowych tekstów na blogu, zaręczyn i ślubów 😀

 

W nowy rok!

Witajcie po świętach i w nowym roku! Dziś, czyli po Trzech Królach, skończył się w Hiszpanii świąteczny czas. Koniec dwutygodniowych wakacji, loterii i prezentów, dojadamy turrony i zabieramy się do pracy! Wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują na to, że nie będę w tym roku leniuchować, z czego bardzo się cieszę 😀 Życzę Wam i sobie, aby w 2014 roku roku udało nam się zrealizować wszystkie nasze hiszpańskie projekty i marzenia!! Tymczasem wklejam zdjęcia z orszaku Trzech Króli z niedzielnego popołudnia 5 stycznia i z poranka 6 stycznia, kiedy to spontanicznie z przyjaciółmi postanowiłam powitać nowy dzień.

Z nowości, zauważyłam, że na Facebooku pojawiła się opcja, dzięki której wszyscy zainteresowani w końcu mają szansę dowiedzieć się o wszystkich nowych wpisach na tablicy, niezależnie od tego, czy i kiedy i jak długo  F. zdecyduje się pokazać to co napiszę w aktualnościach. Gdy klikniecie w „Lubisz to!”, pojawi się opcja „otrzymuj powiadomienia”. Teraz na pewno nie przegapicie niczego, co dzieje się na Przystanku Hiszpania! 🙂DSC_0152 DSC_0157 DSC_0150 DSC_0140 DSC_0148 DSC_0170 DSC_0171 DSC_0156 DSC_0086 DSC_0162 DSC_0119 DSC_0169 (1) DSC_0137

DSC_0002DSC_0010DSC_0008DSC_0013DSC_0009Page-0222

 

Aquí está la Navidad…

Wiązanka z jemioły, ostrokrzewia, iglaka i małego cagatió, drewnianego pieńka, który „wydala” prezenty, przewiązana wstążką w kolorze katalońskiej flagi to moim zdaniem hit tegorocznego jarmarku świątecznego św. Łucji w Barcelonie. Cztery w jednym, ekonomiczny świąteczny zestaw – jest choinka, jest gałązka szczęścia i miłości, nie może zabraknąć elementu lokalnej tradycji, czyli łodygi, która robi za św. Mikołaja i lokalnego patriotyzmu. Do tego dokupujemy caganera (w tym roku pojawili się m.in. papież Franciszek i Neymar), ścinamy kilka gałęzi eukaliptusa i mamy wszystkie niezbędne dekoracje bożonarodzeniowe. Może obejdzie się bez wizyty „u Chińczyka” albo w Ikei po bombki, światełka i inne świecidełka? Można nazbierać szyszek, muszelek, przystroić jabłkiem, orzechem…macie jeszcze jakieś pomysły?  😆

A oto i fragment świątecznej Barcelony. Przed jarmarkiem kilka nowych zdjęć z katedry (jarmark jest na placu przed katedrą), a potem świąteczne dekoracje na ulicach Portal del Ángel, Pelayo i na Rambli.

Page-01

Page-03Page-02Page-05Page-04

Page-01

Jarmark świąteczny Świętej Łucji (Feria de Santa Llúcia) ma już ponad 200 lat. Trwa od 30 listopada do 23 grudnia. W tym roku ma aż 283 stoiska.

Page-02 copiaPage-011Page-01 copia 2

Świąteczne dekoracje na ulicach Barcelony zapalają się co roku 22 listopada i gasną 7 grudnia. W piątki i soboty ulice oświetlone są od godz. 18. do północy, od niedzieli do czwartku w godz. 18. – 23., a 24, 25 i 31 grudnia oraz 5 stycznia do godz. 1 w nocy. W tym roku świątecznie oświetlonych jest w Barcelonie aż 85 kilometrów ulic. Nie przeszłam jeszcze wszystkich nocą, więc nowe zdjęcia na pewno się jeszcze pojawią  🙂

O Bożym Narodzeniu w Barcelonie pisałam już na blogu m.in. tutaj (świąteczna loteria – losowanie już jutro!), tutaj (o caganerach)tutaj (Trzej Królowie). Te zdjęcia sprzed czterech lat…. 🙄 😉

A jeśli o wielkiej loterii mowa, to w tym roku świątecznym przebojem w Hiszpanii bez dwóch zdań jest anielska i sielska piosenka z reklamy tejże właśnie loterii.  Posłuchajcie… Do muzyki „Always on my mind” Presleya …Montserrat Caballé, Raphael, David Bustamante, Marta Sánchez i Niña Pastori…  Piosenka bije rekordy popularności – doczekała się już wielu parodii.

Una luz te ilumina, mil campanas suenan ya.

Compartir nuestra suerte, regalar felicidad.

Despedir otro año más, saludar al que vendrá.

Aquí está la Navidad, pon tus sueños a jugar

Son momentos de magia, de esperanza y de amistad.

Corazones que sueñan hoy se vuelven a encontrar.

Ilusión, fantasía y paz, en tu vida vuelven a brillar

Aquí está la Navidad, pon tus sueños a jugar

Brindaré porque todos tus deseos puedas conseguir,

soñaré con un mundo más unido y mucho más féliz.

Aquí está la Navidad, pon tus sueños a jugar (bis)